O tajemniczym zaginięciu chorążego Zielonki napisaliśmy jako pierwsi na początku maja. Od początku zakładano trzy najpoważniejsze hipotezy: samobójstwo, wypadek, a także wywiezienie przez obce służby za granicę. Teraz jak się dowiadujemy, najpoważniej rozpatrywana jest ta trzecia.

>>> Szyfrant zaginął, bo chciał zaginąć

"Wywiezienie przez obcy wywiad to silna teoria" - potwierdza jeden ze śledczych zajmujących się sprawą. Udało się ustalić, że wychodząc z domu chorąży zabrał ze sobą część osobistych pamiątek, w tym te, do których był mocno przywiązany. Pozostawił za to paszport oraz inne ważne dokumenty. Dla osób, które starają się rozwikłać jedną z największych zagadek w historii polskich służb, to poważny sygnał, że chorąży sam wszystko zaplanował. Są przekonani, że tylko Zielonka mógł zabrać rzeczy.

"Na początku przyjęliśmy, że wyszedł z domu i stał się ofiarą jakiegoś wypadku bądź napadu" - przyznaje nasz rozmówca proszący o zachowanie anonimowości. Jednak śledztwo w tym kierunku nic nie dało. Wszystko to według funkcjonariuszy może świadczyć o działaniach obcego wywiadu.

>>> Zaginiony szyfrant szkolił agentów wywiadu

Takiej hipotezy nie wyklucza były szef Wojskowych Służb Informacyjnych generał Marek Dukaczewski. "Służby muszą się zmierzyć choćby z najbardziej brutalną teorią. Nie można wykluczyć, że chorąży zdradził i został wywieziony za granicę. Takie działania są rzadkie, ale nadal mają miejsce na świecie. To nie są historie znane tylko z kart szpiegowskich książek" - podkreśla Dukaczewski.

Na inną sprawę zwraca uwagę Zbigniew Wassermann (PiS), członek sejmowej komisji do spraw służb specjalnych. "Teraz dowiadujemy się o wyczyszczeniu mieszkania z pamiątek. Wcześniej dotarły do nas informacje o problemach osobistych funkcjonariusza. To wszystko świadczy, że nikt nie monitoruje pracowników służb" - uważa poseł.

>>> Zaginiony szyfrant cierpiał na depresję

Jak się dowiedzieliśmy, poszukiwania szyfranta Zielonki prowadzone są dwutorowo. Oficjalnie prowadzą je eksperci z wydziału poszukiwań celowych komendy stołecznej policji. Jednak swoje działania prowadzi również służba wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. "Ci ostatni twierdzą, że nie mają sygnałów, by Zielonka uciekł lub został porwany za granicę. Również sojusznicze wywiady nic o tym nie wiedzą" - mówi nam osoba związana z Agencją Wywiadu.

p

ROBERT ZIELIŃSKI: Czy trudno wywieźć kogoś z Polski? Chodzi o przekroczenie wschodniej granicy.

ADAM Z*.: To zawsze jest bardzo niebezpieczna operacja. Służby, które chciałyby tego dokonać, muszą zakładać, że są obserwowane przez nasz kontrwywiad. Przyłapanie na gorącym uczynku skończyłoby się gigantycznym skandalem. Może kiedyś udałoby się go ukryć, ale we współczesnych realiach funkcjonowania mediów to niemożliwe. Trudno wyobrazić sobie konsekwencje, ale w ramach retorsji mogłoby dojść np. do wydalenia większości dyplomatów kraju, który chciał wykręcić taki numer. Co więcej, nie ograniczyłyby się to jedynie do Polski, jesteśmy przecież częścią NATO.

Czyli hipoteza, że szyfrant służb wojskowych został wywieziony, jest błędna? To pana zdaniem niemożliwe?
Nie, przeciwnie - należy ją bardzo poważnie rozważać. Rosja, może Chiny, a także USA - te kraje mogłyby zdecydować się na taki krok. A już samo zorganizowanie takiego przerzutu jest dość banalne.

Bagażnik samochodu?
O ile jest to auto z numerami dyplomatycznymi, to tak. Ale raczej nie bagażnik, a fotel obok kierowcy. Ale przecież równie łatwo można wyposażyć kogoś w fałszywe dokumenty, dzięki którym sam przekroczy granicę. Tym bardziej że żyjemy w zjednoczonej Europie. Mam na myśli fakt, że szyfrant-zdrajca mógł pojechać do Frankfurtu i dopiero tam wsiąść do samolotu lecącego do Moskwy.

Przedstawiciele służb bagatelizują sprawę. Jacek Cichocki, szef kolegium do spraw służb specjalnych, mówi, że chorąży nie miał wiedzy istotnej z punktu widzenia innych krajów.
To kpina. Jak można twierdzić, że facet, który ponad 20 lat pracował w wywiadzie i kontrwywiadzie nie miał interesujących informacji? Szyfrant może mieć większą wiedzę niż szef któregoś z wydziałów. Na jego biurku lądują kodowane depesze od rezydentów i agentów działających poza granicami. W drugą stronę szyfruje polecenia dla nich. Dzięki temu ma w głowie gigantyczną wiedzę.

*Adam Z. jest emerytowanym oficerem polskiego wywiadu.