Dziennik Gazeta Prawana logo

Dalej się kręci

31 maja 2009, 10:15
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Marcin Piasecki w DZIENNIKU
Marcin Piasecki w DZIENNIKU/Inne
Ekonomiści w zasadzie nie mają wątpliwości, że dane za kolejne dwa kwartały będą słabsze. Słabsze, ale najprawdopodobniej nie recesyjne - ocenia Marcin Piasecki, redaktor naczelny "WSJ". "Rok powinniśmy skończyć na być może minimalnym plusie. Jako jedni z nielicznych w całej Europie".

Jedyna z jego większych wad polega na tym, że pojawił na tydzień przed wyborami, w samym finale kampanii wyborczej, będzie więc – już jest! – wykorzystywany przez polityków we wszystkie możliwe strony, od euforycznej radości po podkreślanie wątpliwości i komponowanie absolutnie czarnego obrazu najbliższych miesięcy.

Jak więc czytać te dane bez doraźnych emocji? Co oznacza owych osiem dziesiątych procenta? Po pierwsze – polska gospodarka uniknęła szoku, jakkolwiek banalnie by to zabrzmiało, ale trzeba powtórzyć: jej fundamenty okazały się silne. Słowem, gospodarka nam hamuje – zresztą trudno sobie wyobrazić inną sytuację w warunkach ogólnoświatowego kryzysu – ale się nie rozsypuje, co na przykład stało się koszmarnym doświadczeniem Bałtów.

Co zatem nas czeka? Prognozowanie jest dzisiaj niesłychanie trudnym zajęciem, przypomnę tylko, że zapowiedzi dotyczące pierwszego kwartału wędrowały mniej więcej od minus dwóch procent do plus półtora. Ale spróbujmy.

Ekonomiści w zasadzie nie mają wątpliwości, że dane za kolejne dwa kwartały będą słabsze. Słabsze – jednak najprawdopodobniej nie recesyjne. To są i będą niesłychanie trudne miesiące, które mogą przynieść wzrost najbardziej dotkliwego zjawiska związanego z kryzysem, czyli bezrobocia. Może nie sięgnie ono 16 proc., jak prognozują pesymiści, ale trwałej poprawy na rynku pracy niestety szybko nie ma co się spodziewać. W końcowym rozrachunku rok powinniśmy skończyć na być może minimalnym, ale jednak plusie. Jako jedni z nielicznych w całej Europie.

Nie znaczy to jednak, że rząd może dać sobie spokój i spokojnie poczekać, aż gospodarka dostanie europejskie wsparcie i sama się naprawi. Nie naprawi się bez wdrożenia w końcu – a ile można na to czekać – całkiem sensownych pakietów stymulujących. Nie naprawi się inwestycji w infrastrukturę, które mogą być jednym z koni pociągowych wychodzenia z kryzysu. Nie naprawi się w końcu bez wykorzystania dotacji europejskich do spodu, do ostatniego eurocenta. Jeśli to wszystko się nie uda, osiem dziesiątych dzisiejszego wzrostu może szybko okazać się miłym wspomnieniem dotyczącym coraz bardziej oddalającej się przeszłości.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj