Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie wierzę Cugier-Kotce

9 czerwca 2009, 16:09
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Miecugow
Miecugow/Inne
Gdy słuchałem Anny Cugier-Kotki, byłem przerażony. Tylko że Tomasz Sianecki spotkał ją w poniedziałek. Wyglądała, jakby wracała od fryzjera. Nie wierzę, by osoba, którą zaczepiają ludzie z kamerą, nie wspomniała, że kampania skończyła się dla niej tak fatalnie - uważa Grzegorz Miecugow.

. Jeszcze jakiś miesiąc temu niemal nikt nie pamiętał jej występu w spocie Platformy. Występowała też w różnych innych programach, ale ciągle była anonimowa. Dopiero rólka zagrana w reklamówce PiS zwróciła uwagę mediów. A te odkurzyły dawne nagrania Superstacji. I tak okazało się, że Anna Cugier-Kotka pracowała tam jako kierownik produkcji. Na wizji pojawiała się czasem jako "dziewczyna do zadań specjalnych". Chodziło o to, by zaskoczyć czymś gościa. Rozanielona pani Anna kazała kiedyś Ryszardowi Kaliszowi siadać sobie na kolanach, innym razem w programie z Jackiem Kurskim usiadła obok polityka na kanapie i wyciągnęła nogi na jego kolanach. Tamte nagrania były robione po to, by ktoś zauważył, że Cugier-Kotka jest osobą śmiałą i otwartą. Ale przede wszystkim, by ktoś dostrzegł, że taki człowiek w ogóle istnieje.

Gdy w jeden z powyborczych poranków słuchałem gorzko szlochającej Anny Cugier-Kotki, byłem przerażony. Mówiła, że nieznani napastnicy zaatakowali ją pod domem, okropnie ją zwyzywali i zaczęli kopać. Brzmiało to wszystko bardzo groźnie. Ale gdy nieco później zadzwonił do mnie Tomek Sianecki, twierdząc, że dysponuje nieco wcześniejszym materiałem, sprawy zaczęły wyglądać inaczej. Dlaczego? Otóż Cieszyła się, że kampania już za nami, a to, że zagrała w dwóch reklamach wyborczych, nie zaważy raczej na jej przyszłej karierze. W tej spontanicznej pogawędce nie padło ani jedno słowo o cierpieniach i pobiciu.

Pani Anna twierdzi, że została kopnięta przez napastników w kolano. To byli trzej panowie -- mówiła w TVN 24. Relacjonowała, że mężczyźni krzyczeli do niej: "Możesz mnie w d... pocałować, sprzedajna dziwko PiS-u". Potem mieli ją brutalnie pobić. Od policji natomiast wiemy o wykręcaniu ręki i klepnięciu w pośladek. Cugier-Kotka przekonywała potem przed kamerami, że "chciała zadzwonić do prywatnych lekarzy, ale okazało się, że nie ma możliwości przyjęcia jej i opatrzenia". Nie chciano jej ponoć pomóc, nawet jeśli płaciłaby za wizytę. Za każdym razem nieco inna wersja, dodawane kolejne szczegóły. To wszystko pokazuje, że Anna Cugier-Kotka jest osobą niewiarygodną.

Tym bardziej że gdy próbujemy układać te puzzle, to kawałki wcale do siebie nie pasują.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj