Wyrzucenie Cejrowskiego to jednocześnie znak, że dla ludzi, którzy kierują Libertasem i jednocześnie TVP staje się coraz bardziej jasne, że w tych wyborach zupełnie się nie liczą. I niestety uważają, że nerwowymi ruchami są w stanie odwrócić bieg historii. Ale im więcej takich ruchów, tym mniejsze szanse, że poza kompletnie niezorientowanymi ludźmi oraz tymi o strasznie małej wrażliwości społecznej nikt inny na nich zagłosuje.

>>> Faszyści dobrzy i źli w gazecie Michnika

Rozumiem, że usunięcie Cejrowskiego miało zapobiec przyszłym reakcjom telewidzów na to, że prowadzący "Boso przez świat" użyczył swojego wizerunku Prawicy RP. Walka Farfała o śladową ilość głosów z partią Marka Jurka świadczy jednak tylko o tym, że Libertas najbardziej boi się najmniejszych. W tym świetle Libertas sam siebie kwalifikuje w pozycji partii, która w najszczęśliwszym wypadku zgarni od jednego do półtora procenta głosów. Decyzją zdjęcia programu Cejrowskiego z TVP Libertas zakwalifikował się do ostatniej ligi w walce politcznej. Zabiega bowiem o to, by pozbawić jednoprocentowego poparcia swojego największego przeciwnika, czyli maleńkiej Prawicy RP.

Mamy więc w telewizji publicznej cenzurę prewencyjną. Od dawna wiadomo, że w w telewizji Farfała nie można się dowiedzieć niczego dobrego od osoby, która ma określone poglądy polityczne. To cenzura dalej posuniętą niż ta, która miała miejsce w czasach PRL. Ale ponieważ reżim TVP jest kabaretowy, to i cenzura ma takie samo odbicie. Natomiast program Cejrowskiego za jakiś czas wróci na antenę i potwierdzi swoją wysoką pozycję.