Dziennik Gazeta Prawana logo

"W Rosji panuje autorytaryzm, tylko w nowoczesnym wydaniu"

12 października 2007, 11:27
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Rosja pod rządami Władimira Putina nie jest państwem demokratycznym. Jaki więc system polityczny panuje dziś nad Wołgą? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie.

Kiedy Putin zasiadał w fotelu prezydenta, jego kremlowska drużyna zaczęła wprowadzać w życie przygotowany plan. Polegał on na prostym pomyśle: stworzyć organizację władzy na wzór i podobieństwo europejskie, ale sowiecką w swej istocie. Jest on realizowany na poziomie wszystkich zasadniczych organów państwa.

Obecne mechanizmy systemu władzy państwa mało różnią się od tego, co mieliśmy przed pierestrojką. Spójrzmy choćby na ustawę zasadniczą. Konstytucja z 1936 roku była konstytucją państwa totalitarnego. Jednak Zachodowi nie wydawała się tak zła. Na przykład jej artykuł 125 gwarantował podstawowe prawa i swobody obywatelskie. W rzeczywistości jednak był to jedynie świstek papieru zapisany prawniczym językiem. Pamiętam, jak do obozu, w którym siedziałem, przyjechał prokurator i całkiem otwarcie powiedział więźniom, że w swoich podaniach nie powinni powoływać się na konstytucję, bo takich podań w ogóle nie będzie rozpatrywał. Powiedział: „konstytucja jest nie dla was, tylko dla amerykańskich Murzynów, żeby wiedzieli, jak dobrze żyje się w Związku Radzieckim.

Podobnie rzecz się ma z obecnie obowiązującą ustawą zasadniczą uchwaloną w 1993 roku. Zapisano w niej, że Rosja to państwo federacyjne. Bzdura! Rosja nie jest żadną federacją. Czy istnieje gdzieś na świecie państwo federacyjne, gdzie szefów poszczególnych składających się na nią regionów wyznaczałby prezydent federacji? To po prostu niemożliwe. Tymczasem Rosja jest zarządzana z centrum i ma jedynie namiestników władzy centralnej ulokowanych w różnych prowincjach.

Konstytucja mówi także, że w państwie istnieje rozdział władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej. To kolejna bzdura! Drużyna prezydenta jest jedyną realną siłą rządzącą w kraju. To ona tworzy mechanizmy sprawowania rządów. Władza ustawodawcza i sądownicza nie są niezależne. Parlament jest całkowicie podporządkowany kremlowskiej administracji. Izba wyższa w całości składa się z ludzi wyznaczonych odgórnie. Duma jest absolutnie posłuszna woli Kremla. Spójrzmy na władzę sądowniczą. Z przebiegu procesów sądowych ostatnich lat widać całkowite podporządkowanie sędziów władzy państwowej i wykonawczej. Wystarczy przejrzeć materiały z procesu „Jukosu. To niejedyny przykład. Żyję w kraju, gdzie są setki więźniów politycznych.

W Rosji nie ma niezależnej prasy. Nie mówię o małych religijnych drukarniach. Na palcach jednej ręki można policzyć większe wydawnictwa, którym pozwala się czasem na odrobinę swobody. Tych publikacji władza nie niszczy tylko dlatego, by można je było przedrukować za granicą i móc powiedzieć krytykom: proszę, popatrzcie, u nas nie ma cenzury. Jednak wszystkie duże wydawnictwa i kanały telewizyjne funkcjonują jak wojsko, tzn. wypełniają rozkazy dowódcy. Widzieliśmy, jak to się dokonywało. Zaczęło się od przejęcia niezależnej NTW, a dziś nie ma ani jednego federalnego kanału telewizji niebędącego pod kontrolą władzy centralnej.

System polityczny w Rosji to, najkrócej mówiąc, rządy autorytarne w nowoczesnym i zmodyfikowanym wydaniu. Władza sowiecka chciała zaglądać do każdej kuchni i łóżka, obecna porozsadzała ludzi na stołkach i powiedziała: jesteście wolni na swoim stołku, możecie robić, co się wam podoba, ale nie możecie go opuścić. Jeśli będziecie się dobrze prowadzić, damy wam bardziej przestronne miejsce. Jeśli będziecie przejawiać osobistą niezależność, wciśnie się was w ciasny kąt.

Zastanówmy się nad tym, kim jest sam Putin. Za granicą pokazuje się on jako jeden z liderów świata zachodniego, który wspomaga walkę z terroryzmem, przyjaźni się z politykami i głowami państw. Oczywiście, człowiekiem Zachodu Putin nie jest. Zachodni model to liberalna demokracja. Liberalnym demokratą Putin nigdy nie był i nigdy nie starał się być. Idea zachodniej liberalnej demokracji budzi największą odrazę obecnej władzy. Putin udaje przyjaciela Zachodu, bo Rosja gra rolę mocarstwa. Ma się jawić jako ważny uczestnik ogólnoświatowych procesów gospodarczych i politycznych. We współczesnej praktyce politycznej istnieje coś, co nazwałbym automarketingiem. I Putin świetnie tę taktykę opanował. Dzięki stosowaniu różnych chwytów wydaje się Zachodowi zupełnie inny niż jest naprawdę.

Czemu służą wszystkie jego deklaracje o wspólnej walce z terroryzmem? Temu, by można było na przykład realizować państwowy terroryzm w Czeczenii. Zachodowi Putin przedstawia tę potworną masakrę jako rosyjski front wspólnej globalnej wojny z terroryzmem. Ale w Czeczenii żadna walka z terroryzmem się nie toczy! Odbywa się tam zwykła eksterminacja narodu! Mają tam miejsce masowe fałszerstwa wyborcze i codzienna samowola wojenna. Na czele kraju Kreml postawił swych posłusznych emisariuszy klan Kadyrowów.

Zachodni świat albo nie rozumie, albo nie chce zrozumieć, kim jest Putin. Jego naturalnymi przyjaciółmi nie są ani Busch, ani były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder którzy sami nawet pragną za takich uchodzić. Naturalnych, organicznych przyjaciół prezydenta Putina należy szukać zupełnie gdzie indziej. Na przykład w Turkmenistanie, gdzie jest nim prezydent tego kraju Saparmurad Turkmenbasza, w Korei Północnej, gdzie jest nim Kim Ir Sen czy jeszcze nie tak dawno w Iraku, gdzie był nim Saddam Husajn. Przypomnijmy sobie bałkańską zawieruchę. Rosyjska elita polityczna przez cały czas chroniła i wspierała tam prezydenta Miloszevicia.
W czasach sowieckich ówcześni przywódcy polityczni na zarzuty, że Rosja jest niedostatecznie demokratyczna, odpowiadali: „my jesteśmy demokratyczni. To zachodnia burżuazyjna demokracja jest daleka od ideałów demokracji. Zachód tylko udaje demokrację, ale to Związek Radziecki zbudował prawdziwą demokrację socjalistyczną.

Zachód boi się popatrzeć na Rosję taką, jaka jest, bo gdyby to zrobił, musiałby zobaczyć prawdę o Rosji, musiałby zauważyć, że to, co się u nas dzieje, jest bardzo dalekie od demokratycznych norm obowiązujących w Europie czy Ameryce Północnej. Jednak nawet gdyby Zachód już to zauważył, to co począłby z taką wiedzą? Nie wiedziałby, co robić: ograniczałyby go dogmaty politycznego realizmu. Dlatego woli być okłamywany, dlatego godzi się na moskiewską samowolę.

Siergiej Kowaliow, słynny rosyjski obrońca praw człowieka zgłoszony w 1995 roku do pokojowej Nagrody Nobla. W ZSRR osadzony w łagrze jako więzień polityczny. W okresie pieriestrojki współzałożyciel i działacz organizacji Memoriał broniącej pamięci ofiar stalinowskiego ludobójstwa. W 1990 roku został deputowanym do Dumy. Był przewodniczącym Komisji Praw Człowieka przy prezydencie Jelcynie. Podczas konfliktu w Budionnowsku, gdzie Szamil Basajew trzymał zakładników, prowadził negocjacje, które doprowadziły do ich uwolnienia. Za krytykę zbrodni popełnianych przez rosyjską armię w Czeczenii został usunięty ze swej funkcji. Autor autobiograficznej książki „Lot białego kruka. Od Syberii po Czeczenię moja życiowa podróż (w Polsce wydano ją w 1998 roku)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj