Dziennik Gazeta Prawana logo

"O mundurkach, masonerii, maturach i matematyce"

12 października 2007, 13:42
Ten tekst przeczytasz w 18 minut
O tym, jak minister uciekał przed lesbijkami, jak również o mundurkach, masonerii, maturach i matematyce. Z ministrem edukacji narodowej Romanem Giertychem rozmawia w DZIENNIKU Robert Mazurek.
ROBERT MAZUREK: W ministerialnej bibliotece znalazłem rosyjskie wydanie dzieł Marksa i Engelsa.
ROMAN GIERTYCH: Nie ja je tu wstawiłem. Zostało po poprzednikach, a ja naruszając zasady dyscypliny budżetowej, darowuję je panu. Tak samo zresztą jak książkę Jerzego Jaskierni „Dialog naszą szansą.

O, proszę, z dedykacją autora dla towarzyszki Michałowskiej.
Nie wiem właśnie, dlaczego towarzyszka Michałowska zostawiła tu tę cenną pozycję. Pewnie zaczytywała się w godzinach pracy.

Książka wygląda raczej na nieczytaną.
To może odda ją pan towarzyszce Michałowskiej?

Jeśli tylko zgłosi się do redakcji. Ale porozmawiajmy o polityce. Jak to się wszystko skończy?
Jedyne realne rozwiązanie to powrót do koalicji PiS Samoobrona LPR. Bo przecież nie będzie PO PiS, nie powstanie sojusz opozycji, bo Platforma na to nie pójdzie, nie będzie wreszcie koalicji PiS LPR PSL plus ci, co odeszli z Samoobrony, bo mamy zbyt mało posłów. Więc pozostaje powrót do tego, co było.

Wszyscy już pana za ten pomysł skrytykowali.
To emocje, ale kiedy opadną, politycy zobaczą, że jedyne wyjście to powrót Leppera do rządu. Oczywiście rozmowy na ten temat mogą trwać długo, ale w końcu tym się skończą, ponieważ nikt nie ma interesu w szybkich wyborach. PiS wszedł na drogę skokowego spadku poparcia, to samo Lepper, któremu dodatkowo posypał się klub, a on sam stracił stanowisko, na którym mógłby zyskać głosy. Nie ma innego wyjścia, rzeka musi wpaść do morza, choćby nie wiem jak kluczyła.

Nie docenia pan roli emocji w polityce.
Doceniam. Może i pan ma rację, polityka staje się nieprzewidywalna, ale swoją propozycję opieram na racjonalnych przesłankach. Mój dziadek, z którym w wielu sprawach się nie zgadzam, nauczył mnie jednak, że w polityce nigdy nie wolno się obrażać. Ten, kto się obraża, izoluje się, a przez to przegrywa. Polityka wymaga dużej odporności, jeśli ktoś chce się nią zająć, musi się liczyć z nieustanną krytyką. To koszty, jakie trzeba ponieść.

Dlaczego rozwaliła się ta koalicja?
Jestem pewien, że właśnie przez obrażanie się. Poszło o to, że Jarosław Kaczyński nie podał ręki Andrzejowi Lepperowi. W apogeum awantury o wypowiedź Macierewicza było takie spotkanie liderów koalicji, po którym Lepper wyszedł i opowiedział o wszystkim dziennikarzom, dorzucając, że nadal chce odwołania wiceministra obrony. Dzień po tym spotkaliśmy się w Sejmie, w saloniku rządowym. Przychodzę, wszyscy w dobrych humorach, rozmawiamy o ordynacji samorządowej, którą mamy przegłosować i wchodzi Lepper. Chce przywitać się z premierem, a ten mówi, że nie poda mu ręki za ataki na rząd i Macierewicza. Zzieleniałem, bo jak żyję, to czegoś takiego nie widziałem. Wstałem i podałem rękę Lepperowi. Co ciekawe, jakoś żaden z ministrów mojego gestu nie powtórzył. Lepper postał trochę i wyszedł.

A pan?
Doszło do bardzo ostrej scysji między mną a premierem, w czasie której z saloniku uciekali ministrowie. Po tym zwarciu premier zreflektował się i powiedział, żebym poszedł po Leppera, to go przeprosi. W tym czasie Lepper już tłumaczył swoim posłom, że to koniec koalicji, ale na spotkanie wrócił. Premier nie użył słowa „przepraszam, ale przeprosiny to jednak były.

Przeprosił tak, jak Macierewicz ministrów?
No nie, to było jednak szczere. Wie pan, my pracujemy w wielkim stresie, a Lepper rzeczywiście wtedy przeholował, więc trochę rozumiem, że Kaczyński się zagotował.

I to wydarzenie było takie ważne?!
Wielokrotnie rozmawiałem później z Lepperem i wiem, że czuł się tamtym incydentem upokorzony. Moim zdaniem to zaważyło na rozpadzie koalicji. Od tego momentu rozpoczęły się prawdziwe ataki na rząd i zwrot Leppera w stronę Platformy.

Wpływowy polityk PO twierdzi, że nie tylko Lepper, ale i pan kolędował do nich, podpowiadając, jak zaatakować PiS.
To nieprawda, stanowczo zaprzeczam. Od pięciu miesięcy nie rozmawiałem z nikim z Platformy, nie spotykałem się z nimi.

Może tak, jak nie spotkał się pan z Kulczykiem?
Schetyna przekazał mi zaproszenie Donalda Tuska na kawę, ale nie skorzystałem.

Z Tuskiem kawa, z Kulczykiem jabłko…
Może mi pan nie wierzyć, trudno.

Wróćmy do Kaczyńskiego. To był niekontrolowany wybuch złości na Leppera czy prowokacja?
Twierdził, że to drugie, ale nie jestem przekonany.

To przerażająca wizja! Rządzą nami skrajnie niepoważni politycy, którzy obrażają się jak dzieci i wywołują przez to kryzysy rządowe.
To już pańska interpretacja tych wydarzeń.

Nie żal panu, że nie powstał PO PiS? Byłby pan sobie w opozycji, szkolił wszechpolaków na sejmowe wygi i czekał na wybory jako nieskompromitowana prawica.
Byłem pewien, że wszystko jest już dogadane i pozamiatane, tymczasem panowie się pokłócili i koalicja nie powstała. Platforma weszła na elektorat SLD, a zradykalizowany PiS zszedł na nasz elektorat i nam go podbierał. A później ten pakt stabilizacyjny dla nas to była najgorsza sytuacja, bo popieramy rząd, ale nic nie możemy zrobić. Albo się jest w opozycji, albo w koalicji w obu sytuacjach można zyskać, można stracić. Ale jak się jest w rozkroku między rządem a opozycją, można tylko stracić. Nie ma siły.

To po co panu był ten pakt?
Bo byłyby wybory, które z rozpędzonym PiS bym przegrał. Teraz jest zupełnie inaczej. Zobaczymy, jakie będą sondaże po tej całej awanturze.

Pan mówi o sondażach?!
O tych prawdziwych, głębokich, które się samemu zamawia. Wydaje mi się, że my na tym nie stracimy. Nie bierzemy udziału w awanturach, jesteśmy odpowiedzialni, lojalni, stoimy z boku. I nie ma powodu, by nam spadało poparcie. Straci Kaczyński, Lepper na konszachtach z liberałami, co ja zresztą będę mu wypominał. I ja w następnych wyborach będę walczył z nim. On awanturnik, niczego nie potrafi załatwić…

…a pan taki spokojny i skuteczny.
Bo ja taki jestem.

Ale PiS zje LPR. Rónicie się tylko żądaniem konstytucyjnego zakazu aborcji.
Popiera to 27 procent Polaków. To mało?

Ale to nie jest dla nich jedyne kryterium w wyborach!
Różni nas Afganistan, Irak my jesteśmy za szybkim wycofaniem wojsk stamtąd. Na razie jest czas rządzenia, ale kiedy przyjdzie kampania wyborcza, będziemy podkreślać te różnice. Ale mimo tych różnic ja chcę współpracować z PiS. Myślę, że znalazłem sposób na dogadanie się z Jarosławem Kaczyńskim. To bardzo twardy zawodnik, trzeba z nim twardo rozmawiać i wiedzieć, gdzie musimy ustąpić, by uniknąć konfrontacji, a gdzie postawić sprawę twardo.

Pan w rozmowach z PiS stawia jakieś sprawy twardo, naprawdę?
Chociażby podwyżki dla nauczycieli. Wszyscy chcieli im je dać, ale jakoś brakowało determinacji. A teraz będą, bo postawiliśmy sprawy bardzo twardo.

Z czego pan ustąpił?
Zrezygnowaliśmy z wielu naszych postulatów, choćby właśnie z natychmiastowego wycofania żołnierzy z Iraku, a to dla nas bardzo ważna rzecz. My byliśmy za obniżeniem podatków dochodowych. W tej sprawie jestem…

…liberałem.
Narodowym liberałem.

Ze swymi poglądami nie miałby pan kłopotów w PiS. Myśli pan o wspólnej partii prawicy?
Chciałbym, by Liga Polskich Rodzin pozostała samodzielnym bytem i na razie nie chcę się z nikim łączyć, ale może być taka sytuacja, iż, odwołując się do nieco innych wyborców, będziemy stale współpracowali z PiS. To sytuacja do zaakceptowania dla mnie. Teraz idziemy razem w wyborach samorządowych. Jeśli będą wybory parlamentarne, to też jesteśmy dla PiS kluczem, by mieć chociaż 2/5 głosów, żeby móc utrzymać weto prezydenta Kaczyńskiego wobec rządu PO SLD Samoobrona. Jeżeli w wyborach uzyskają ponad 3/5 głosów, to po PiS.

Chce być pan kluczem, ale jest zakładnikiem PiS.
Jakie miałem wyjście? Proszę przypomnieć sobie nasze notowania przed wejściem do koalicji. Mój elektorat nie zrozumiałby, że nie popieram prawicowego rządu! Mogę odejść, jeśli PiS dramatycznie sprzeniewierzy się pewnym hasłom, na przykład jeśli poprze konstytucję europejską, ale to się nie dzieje. Proszę też pamiętać, że Kaczyński wcale nie chciał mnie w rządzie. Nie byłoby mnie tutaj, gdybym nie miał zwartego klubu. PiS nie był w stanie wyciągnąć z LPR więcej niż pięć osób, mimo że waliły w nas media, sondaże, „Nasz Dziennik.

Wszedł pan do rządu i metamorfoza: z radykała układny polityk ważący słowa. Zupełnie jakby chciał pan podlizać się liberalnej inteligencji, ale ona i tak pana nie kupi.
A nie przyjmuje pan, że ja naprawdę chciałbym coś zrobić w tym ministerstwie i dlatego niepotrzebne mi konflikty? Edukacja jest istotna dla wszystkich Polaków, bez względu na poglądy i jeśli Opatrzność pozwoli mi jeszcze być tu rok, dwa, to polska szkoła będzie inna. Krok po kroku ją zmienimy i to w tylu obszarach, że żal by mi było tego nie dokończyć. W ciągu tych kilku miesięcy już wykonaliśmy gigantyczną robotę.

Można to było robić przy twardej prawicowej retoryce, a pan jeździ do Jedwabnego i gra miłego, sympatycznego faceta.
Taki jestem. Radykalizm, który mi pan proponuje, jest nierozsądny. On jest dobry w opozycji, nie w rządzie. W rządzie nie mam protestować, tylko zmieniać rzeczywistość.

Dokonał pan rzeczy imponującej: zastąpił Andrzeja Leppera w roli czarnego luda. To przeciwko panu w rządzie protestuje młodzież.
Już nie. Mamy październik, a od czerwca była jedna demonstracja, prawie miesiąc temu: przyszło 100 osób, pokrzyczało, poszło. Lewica oczywiście protestuje bardzo gwałtownie, bo ja zabieram im realne pieniądze, milionowe dotacje, które szły na ich stowarzyszenia, biura, kursy. Cała unijna ćwierćinteligencja warszawska na tym się pożywiała. Ich nie boli, że ja sobie coś tam gadam, ale że zabieram im kasę!

I daje żonie ministra Wiecheckiego w Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży.
Niech pan da spokój, dziewczyna była po studiach w Niemczech, mogła kandydować na szefową. Zresztą i tak w końcu zablokowałem jej awans.

Na polecenie premiera Marcinkiewicza. Ale wróćmy do protestów przeciwko panu.
Organizuje je grupka lewicowo-anarchistycznej młodzieży warszawskiej, ale jak pan wyjedzie kilometr za rogatki stolicy, to zobaczy, że mam bardzo duże poparcie wśród młodzieży. Na moim spotkaniu z młodzieżą w Lublinie było 500 osób.

Może byli ciekawi albo kulturalni.
Kilka osób wyszło, więc nikt ich siłą nie trzymał. Poglądy młodzieży warszawskiej różnią się od poglądów młodzieży…

…wszechpolskiej.
Tak, wszechpolskiej, z całej reszty Polski. Ale i tu w Warszawie te protesty wygasają. Na przedostatnią manifestację, w czerwcu, przyszło 14 osób. Wszystkie zaprosiłem do ministerstwa. Okazało się, że była zorganizowana przez stowarzyszenie gejów i lesbijek, więc musiałem salwować się ucieczką.

Dobierali się do pana, czy co?
Nie, było bardzo miło nawet.

To czemu pan uciekał?
Uznajmy, że nie widziałem reprezentatywności tej grupy dla społeczeństwa.

Pańskie poglądy na temat gejów znamy. O kobietach pisał pan tak: „Żadne gadanie o wyzwoleniu kobiet, postępie itd. nie zaprzecza faktom. Kobieta wychowując dzieci tworzy społeczeństwo. O niewoli kobiet w rodzinie gada garstka frustratek. Przemocy w rodzinie pan nie dostrzega?
Pisałem tak kilkanaście lat temu. Dziś podobną myśl wyraziłbym inaczej. Oczywiście, że przemoc w rodzinie jest realnym niebezpieczeństwem. Tak samo jak molestowanie seksualne w miejscu pracy. Niedługo zresztą wniesiemy projekt zwiększający kary za molestowanie seksualne w pracy.

Kobiety pozostające w domu powinny mieć prawo do ubezpieczenia z połowy pensji męża?
To dobry pomysł. Każda propozycja, która pomoże kobietom w podjęciu decyzji, czy zostać w domu, czy wrócić do pracy zyska nasze poparcie.

Akurat ten pomysł głosi Magdalena Środa.
I bardzo dobrze. Jeśli nie zgadzam się z kimś w jednej sprawie, to nie znaczy, że nie mogę poprzeć w innej. Ja w ogóle uważam i jasno to stawiam: jeśli kobiety chcą się realizować zawodowo, to niech to robią. Sam otaczam się w pracy kobietami i nie narzekam.

Do kanonu myśli endeckiej należy niechęć do masonów. Należy ich zdelegalizować?
Nie wiem, czy ona jest zbyt liczna. Jedynym publicznie znanym mi masonem jest Bronisław Wildstein. Więc co tu delegalizować?

„Koncepcje globalizmu i nowego porządku wiatowego mają swoje korzenie w masonerii. Obecnie centra kierownicze tych projektów mieszczą się w USA. Jak pan to zbadał?
Napisałem to 14 lat temu, odpowiadało to mojemu ówczesnemu stanowi świadomości. Dziś postrzegam rzeczywistość inaczej niż jako młody student. Teraz się tym nie zajmuję, nic nie wiem o dzisiejszej roli masonerii. Niech mi pan da z tym spokój.

A globalizacja pana nie niepokoi?
Ma swoje ogromne zalety: internet, przepływ informacji, podróże, ale dostrzegam też zagrożenia: papież powie w Ratyzbonie jedno zdanie za dużo, a w Somalii strzelają zakonnicy w plecy, w Indonezji wybuchają zamieszki, a w Ameryce kolejny Ali szykuje się do zamachu.

Cóż za grono osób kontroluje globalizację?
Żadne grono osób nie może kontrolować procesów światowych.

Ale to pan o tym pisał! I jeszcze podał, że centrum mieści się w USA.
Wie pan, to byłoby ciekawe przebadać, kto miał wpływ na rozpoczęcie wojny z Irakiem.

Prezydent Bush. On rzeczywiście „mieści się w USA.
Może ktoś jeszcze? Ja nic o tym nie wiem, ale rzucam taki projekt badawczy. Nie zajmuję się tym zawodowo.

Porozmawiajmy o pana działalności w MEN. Pańskie działania są albo propagandowe, jak fartuszki w szkołach i amnestia maturalna, albo ideologiczne, jak wprowadzenie wychowania patriotycznego lub wykreślenie Gombrowicza z listy lektur. Prawdziwe problemy oświaty pan omija.
Miliard złotych na podwyżki dla nauczycieli, zmiana systemu matur to banalne zmiany? Na pozostałe sprawy niech mi pan da czas.

Skąd pomysł amnestii maturalnej?
To nie żadna amnestia. Po prostu tegoroczną maturę oceniliśmy według przyszłorocznych zasad. A te zasady są inne, bo za dwa lata wprowadzamy obowiązkową maturę z matematyki. W tym roku 38 procent zdających rozszerzoną maturę z matematyki oblało i jeeli w 2009 matematyki nie zdałoby 38 procent plus 12 procent z innych przedmiotów, to oznaczałoby, że co drugi uczeń nie zda matury! A to oznacza zapaść na wyższych uczelniach, co media z furią by opisywały. Pomysł, by wprowadzić maturę z matematyki, jest stary, ale każdy rząd bał się go zrealizować, bo to gigantyczna odpowiedzialność za ewentualną zapaść na uczelniach i stąd wymyślono wentyl w postaci innego sposobu oceniania.

Wentylem mógłby być egzamin poprawkowy jesienią.
Którego też uczniowie mogliby nie zdać.

Bardzo przepraszam, ale jeśli ktoś notorycznie oblewa maturę, to wina jego i szkoły, a nie państwa.
Pan mówi, że jak ktoś nie zna matematyki, to paszoł won z całego systemu edukacyjnego? Matematyki na maturze żądał przemysł i wyższe uczelnie, rząd się zobowiązał i musiałem to wprowadzić. W ten sposób naraziłem się na krytykę różnych domorosłych znawców systemu edukacyjnego.

Krytykowała pana Konferencja Rektorów Szkół Wyższych. To też domorośli znawcy?
Ale jej szef, prof. Luty sam domagał się matematyki na maturze! I teraz, kiedy spotykam się z rektorami i wyjaśniam swoje racje, wielu z nich daje się przekonać. To media, a zwłaszcza „Dziennik przedstawiły to jako gest ministra z dobrego serca.

A to żadne dobre serce, tylko kalkulacja polityczna obliczona na pozyskanie młodzieży, prawda?
Skądże znowu! Przecież zostałem za to potwornie zaatakowany.

Bo kalkulacja zawiodła!
Panie redaktorze, porozmawiajmy o tanim podręczniku, dobrze? 37 procent uczniów w przyszłym roku dostanie za darmo podręczniki.

Na razie dostali obietnicę. Jak będą podręczniki, to pogadamy.
Ale już są na to pieniądze. Te podręczniki będą.

Wróćmy do matur. Rodzice i nauczyciele mówią, że pan zniweczył ich pracę wychowawczą. Oni przez lata mówili: ucz się, bo nie zdasz matury, a teraz pociechy odpowiadają im: minister zrobi amnestię.
Nie będzie żadnej drugiej amnestii, zapowiadam. Zresztą nie było żadnej. To wszystko gigantyczne nieporozumienie wynikłe z przekłamań mediów.

A dziennikarze są winni, że gówniarze nie chcą się uczyć!
Ja bym w życiu tak nie powiedział o młodych ludziach.

Czemu wycofał pan projekt objęcia pięciolatków obowiązkowym przedszkolem?
Brak na to pieniędzy. Nie wykluczam, że jeśli one się znajdą, to za jakiś czas wrócę do tego pomysłu, ale musiałoby się to łączyć z przedłużeniem liceum. Zerówka byłaby dla pięciolatków i wszystko zostałoby przesunięte o rok wcześniej, a liceum wydłużone z trzech do czterech lat. To pozwoliłoby lepiej przygotować do matury. Poza tym co nagle, to po diable. Myśmy dopiero dwa lata temu wprowadzili obowiązkową zerówkę dla sześciolatków. I już mamy wprowadzać przymus nauki dla pięciolatków?

Przymus? Szkoła też jest przymusem, a nie opowiada pan o niej jak o więzieniu.
Prawda, ale tu trzeba ważyć wszystkie racje. Są kobiety, które sobie przedszkola dla pięciolatków nie życzą. Dlaczego niby ja mam wiedzieć lepiej niż pani Kowalska, że jej pięcioletnia córka ma chodzić do przedszkola?

Ale problem nie dotyczy pani Kowalskiej, tylko pani Nowak, która zamiast się opiekować córką, popija z konkubentem.
O, to właśnie typowo lewicowe myślenie, które podaje marginalny przykład jako dowód na całościowe rozwizanie sprawy! To może, jak komunistyczni ministrowie, wprowadźmy obowiązkowe żłobki?


Co za demagogia! Niech pan spojrzy na tak wychwalane przy okazji mundurków szkolnictwo brytyjskie. Obowiązkowe od piątego roku życia.
Na razie znajdźmy pieniądze na przedszkola dla chętnych i je dofinansujmy, potem zastanowimy się nad obowiązkową zerwką dla pięciolatków.

A lista lektur? Gdybym chciał skarykaturyzować endeckie myślenie o literaturze, właśnie tak bym to przedstawił: Sienkiewicz zamiast Gombrowicza.
Nie wiem, czy wyrzucę (a raczej przesunę do lektur nadobowiązkowych) Gombrowicza, ale na pewno wprowadzę na listę „Pamięć i tożsamość Jana Pawła II i pierwszy tom „Opowieści z Narnii Lewisa. Oprócz tego przywrócę Sienkiewicza i to zarówno „Potop, jak i „Krzyżaków.


Przecież to groteskowa ideologizacja. Antyniemieccy „Krzyżacy tak, a antypolski Gombrowicz nie. Dlaczego to minister osobiście ustala listę lektur?
Doradzali mi eksperci.

I to oni powiedzieli panu, że Gombrowicz jest do bani, a „Krzyżacy świetni?
A tak, niech pan sobie z nimi porozmawia! Rozumiem, że wśród moich doradców nie ma prof. Krzemińskiego i pani Dzierzgowskiej, ale jest prof. Nalaskowski, prof. Jacyna-Onyszkiewicz…

Akurat fizyk.
Są i pedagodzy, proszę się nie martwić. Rozumiem, że pana zdaniem na temat lektur mogą się wypowiadać tylko profesorowie z okolic „Gazety Wyborczej, ale są też inni, zaręczam panu.

W sprawie mundurków używa pan absurdalnych argumentów, że to pomoże w łapaniu dilerów.
To chyba oczywiste, że jak w szkole znajdzie się ktoś bez mundurka, to jest obcy.

Albo brat ucznia z innej szkoły.
Tego argumentu używała policja, więc go powtórzyłem. Na pewno wprowadzenie mundurków w zwalczaniu dilerów nie przeszkodzi.

Wprowadza pan mundurki po to, by przypodobać się części rodziców.
Czy pan chce, żebym tu ukląkł przed panem i przysiągł, że żadnej mojej decyzji nie podejmę tylko dlatego, że może ją pan zinterpretować jako gest pod publiczkę?

Dobra, chcę. Niech pan klęka.
No nie, tak dobrze nie będzie. To niemożliwe, bo musiałbym przestać zajmować się polityką. Jeśli przy okazji mojej decyzji zyskam poparcie, to tym lepiej. Mundurki chcę wprowadzić, bo jest to potrzebne i popularne.

A gdyby było niepopularne?
To nie wiem, czy zdecydowałbym się, bo istotą tego pomysłu jest oddanie prawa do decydowania w tych sprawach rodzicom. A poza tym, co pan tak marudzi, panie redaktorze, że pomysł niezły, ale motywacja się panu nie podoba. Jakie ona ma znaczenie?

Ogromne. Bo pan boi się niepopularnych działań. Skoro chce pan dać większe prawa rodzicom, to niech pan da im prawo do oceniania albo wręcz zwalniania nauczycieli.
Na zatrudnianie i zwalnianie nauczycieli większy wpływ powinien mieć dyrektor, bo musi być szef, a rodzice powinni mieć wpływ na wybór dyrekcji.

Na razie jest tak, że dopóki nauczyciel mianowany nie przyjdzie do szkoły pijany, to nie można go zwolnić. To absurd.
To problem, i to rzeczywiście jeden z poważniejszych.

Kuroń to zdrajca?
Nigdy tego nie powiedziałem. Mówiłem, że skoro w podręcznikach są Szczęsny Potocki i Janusz Radziwiłł, to jest i miejsce dla Jacka Kuronia. Nie mówię, że to było miłe dla Kuronia, ale też nie przesadzajmy, nie nazwałem go renegatem.

Tylko z nimi zestawił. To tak jakbym zestawił Charlesa Mansona, doktora Mengele i Romana Giertycha bo wszyscy wysocy.
Nic nowego. „Fakt ciągle tak pisze. Może to było niezręczne, ale sens mojej wypowiedzi był taki, że skoro w podręcznikach jest miejsce dla postaci, z którymi się nie zgadzamy, to jest i miejsce dla Kuronia. On jest postacią historyczną, choć moim zdaniem źle się w tej historii zapisał.

Skoro to było niezręczne, to może warto przeprosić?
Za wszystkie moje wypowiedzi, które mogły kogokolwiek urazić, chętnie przepraszam.

Za tę również?
Za wszystkie, więc i za tę.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj