Dziennik Gazeta Prawana logo

"Niemcy i Polacy zaczęli rozwiązywać wspólne problemy"

12 października 2007, 14:03
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Efekty wizyty premiera Jarosława Kaczyńskiego w Berlinie są lepsze, niż można się było spodziewać. Po raz pierwszy strona niemiecka zrobiła ruch w stronę Polski i zaproponowała konkretne rozwiązania" - pisze w "Fakcie" prof. Zbigniew Krasnodębski.
Wbrew temu, co twierdzi wielu komentatorów życia politycznego w Polsce, relacje z Niemcami zepsuły się nie z powodu polityki polskiej, ale niemieckiej. Po raz pierwszy uznał to w komentarzu "Die Welt. Napisano, że istnieją pewne obiektywne problemy w relacjach między obu krajami. I istnieją one niezależnie od tego, jaki akurat jest w Polsce rząd. Żaden gabinet kierujący się wyraźnym polskim interesem nie byłby zadowolony z gazociągu czy z Centrum przeciwko Wypędzeniom. To są realne problemy. W przeciwieństwie do swoich poprzedników, obecny prezydent i premier jasno przedstawili swoje stanowisko w tych sprawach.

A przecież problemy nie pojawiły się wraz z rządem PiS. Ruch należał więc do strony niemieckiej, która do tej pory ograniczała się jedynie do grzecznych deklaracji. Niemieckie media i opinia publiczna prowadziły zmasowaną, histeryczną i agresywną krytykę Polski. W ten sposób udawało się zatuszować fakt, że piłka leżała po stronie niemieckiej, a nie polskiej.

Podczas ostatniej wizyty w Niemczech premier Kaczyński pokazał, że na drodze do poprawy naszych stosunków nie stoją niechęć i uprzedzenia, ale mamy konkretne sprawy do rozstrzygnięcia. Kanclerz Niemiec zaproponowała rozwiązanie przynajmniej w jednej sprawie. Zadeklarowała gotowość budowy europejskiego rynku energii, który zapewniłby Polsce bezpieczeństwo energetyczne, w razie przerwania dostaw z Rosji. I to jest może mały, ale wyraźny krok naprzód. Liczę, że teraz nastąpi czas refleksji i strona niemiecka podejmie jakieś kroki w innych ważnych sprawach, które kładą się cieniem nie tylko na stosunkach wzajemnych, ale też na przyszłości całej Europy. Chodzi m.in. o sprawę roszczeń. Angela Merkel powiedziała, że jej rząd nie będzie popierał żadnych indywidualnych roszczeń odszkodowawczych wobec Polski. Rząd niemiecki mógłby jednak zrobić w tej kwestii znacznie więcej - przejąć te roszczenia lub doprowadzić do wymiany listów przez ministrów spraw zagranicznych, że ta sprawa jest zamknięta. Jeśli chodzi o Centrum przeciwko Wypędzeniom - Merkel nigdy nie powiedziała, że popiera jego budowę. Opowiedziała się jednak za ideą budowy w Berlinie "widocznego znaku upamiętniającego niemieckie ofiary wypędzeń. Do tej pory nie wiadomo, jak miałoby to wyglądać. Niech zatem powie coś więcej - wtedy Polska ustosunkuje się do propozycji. Niewątpliwie nie jesteśmy w stanie zaakceptować tego, co z naszego punktu widzenia jest niedopuszczalnym przeinterpretowaniem historii i zachwianiem wszelkich proporcji. Teraz musimy się zastanowić, czy to, co zaproponowała strona niemiecka, jest dla nas satysfakcjonujące.

Na pewno nie staniemy się miłośnikami gazociągu. Jest to pod każdym względem projekt nie do przyjęcia, niezgodny z duchem europejskiej solidarności. Ale być może Niemcy pójdą jeszcze dalej i zrezygnują z uczestniczenia w tym absurdalnym projekcie budowy gazociągu z pominięciem Polski. Ruch ze strony Angeli Merkel to być może początek powrotu do rzeczowej rozmowy. Polska musi dalej przedstawiać swoje racje i przekonywać, że nie chodzi o uprzedzenia, ani emocje, tylko o bardzo istotne sprawy. A Niemcy, jeśli chcą mieć w nas partnerów, muszą traktować nasz głos poważnie, a nie czekać na kryzys polityczny w Warszawie, psuć nam opinię w Europie albo traktować nasze racje jak irracjonalne żądania.

Być może w trakcie wizyty zabrakło poruszenia kwestii europejskich dotyczących traktatu konstytucyjnego. Trzeba jednak pamiętać, że była to krótka wizyta. W sprawie konstytucji europejskiej dyskusję mogą inicjować obie strony. I Polska, i Niemcy nie zgadzają się przecież na obecny traktat. Niedługo ma się odbyć szczyt państw Trójkąta Weimarskiego, potem Niemcy przejmują przewodnictwo w Unii. Być może wówczas konstytucja europejska stanie się problemem większej wagi.


Zdzisław Krasnodębski, profesor socjologii i filozofii
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj