W ten sposób udowodnił, że jest znacznie silniejszym kandydatem niż Hanna Gronkiewicz-Waltz, która nie była w stanie „pociągnąć” partyjnej listy i zebrała mniej głosów niż PO. Kandydatce Platformy będzie bardzo trudno pokonać Marcinkiewicza w II turze. Nie sądzę, by można jej było automatycznie zaliczyć głosy, które teraz zebrał Marek Borowski. Wyścig o prezydenturę Warszawy, czyli główne trofeum w tych wyborach jest moim zdaniem otwarty.
Poniżej oczekiwań wypadła zjednoczona centrolewica. Wydawało się, że na antypisowskiej kampanii może ona zbić znacznie większy kapitał. Okazało się jednak, że sam Marek Borowski ma więcej zwolenników niż cała Lewica i Demokraci, ale i to było za mało, by przejść do finału.
Na podstawie niepełnych na razie wyników widać, że Platformie nie udało się zdecydowanie pokonać PiS. Gdyby więc w niedzielę odbywały się również wybory parlamentarne – tak jak tego chciała PO – to dziś mielibyśmy pat. Dlatego już teraz Donald Tusk powinien podziękować Jarosławowi Kaczyńskiemu. Tusk przeżyje bowiem brak znaczącego zwycięstwa w wyborach do rad i sejmików wojewódzkich, ale nie przeżyłby takiego wyniku w wyborach parlamentarnych. Dla PO byłaby to klęska. Zatem dzięki PiS, które nie zgodziło się na przedterminowe wybory do Sejmu i Senatu, klęski nie poniósł Donald Tusk.
Tomasz Lis, publicysta Polsatu