Dziennik Gazeta Prawana logo

"Pogardzani, ponurzy, zacietrzewieni"

12 października 2007, 14:17
Ten tekst przeczytasz w 14 minut
"W Polsce nie czuje się spokoju udanego życia. U nas ludzie rzucają się jak ryby na wędce, a nie działa, jak należy, prawie nic. Ten seksowny aromat udanego życia za granicą, płynnego, spokojnego i efektywnego, przyciąga wielu Polaków dużo bardziej niż forsa, na którą liczą, wyjeżdżając" - pisze w DZIENNIKU Stefan Chwin.

Przez wiele lat byłem prawdziwie zakochany w Polsce, bo Polska przez wiele lat była bardzo sexy. Jak miliony Polaków kochałem się w Polonii Matejki, Grottgera czy Malczewskiego, pięknej bezlitosnej pani, która swoją obnażoną, bolesną urodą przyciągała nasze oczy i serca, zachęcając do twardej pracy i krwawych ofiar. Panna „Solidarność w swoich najlepszych latach też miała niezaprzeczalne uroki, którym chętnie ulegałem. Polska była najbardziej sexy, kiedy cierpiała w rękach obcych. Bita, prześladowana, dręczona, zakuwana w kajdany, a potem z kolan zrywająca się do powstańczego lotu, by po chwili skonać w krwawym błocie, pozwalała nam myśleć, że nasze cechy osobiste, dalekie od ideału, są skutkiem nikczemności okupantów, wystarczy więc, że zajaśnieje jutrzenka swobody, a zmieni się wszystko i kwiat polskiej urody zapłonie tęczowym blaskiem, wprawiając w niemy zachwyt Europę i świat.

Czar Marianny, powab Dody
Cały kłopot w tym, że mnie i wielu Polakom bardzo trudno ujrzeć w dzisiejszej Polsce kuszącą Polonię z obrazów dawnych polskich malarzy. Nawet jeśli próbuje się przystroić piękną bezlitosną panią w kuszący strój powstańczy z roku 1944 panterka, manierka plus hełm obraz taki już duszy nie przyciąga, nawet jeśli na to idą wielkie pieniądze. Miliony rodaków dużo bardziej wolą od chłopców z „Parasola, którzy w pamiętne sierpniowe dni ściągnęli na Warszawę krwawą łaźnię, załogę pewnego czołgu z Gruzinem i psem na pokładzie i nie ma na to żadnej rady.

Mądrzy Francuzi mają swoją Mariannę, której seksowny czar nie budzi żadnych wątpliwości, bo Słodką Francję z twarzą Brigitte Bardot, Catherine Deneuve czy Letycji Casta ze sławnego „Asteriksa kochać można od dziecka. Ale jak wyglądałaby dzisiaj Polonia kobiecy symbol obecnej Polski gdyby ją jakiś polski artysta zechciał wyrzeźbić w marmurze, tak by potem można było marmurowy biust Ojczyzny postawić w każdym magistracie, jak to robią u siebie poddani prezydenta Chiraca? Polonia ze słonecznym obliczem Dody Elekrody, spotkałaby się zapewne z przychylnym odzewem, daleko nam jednak do tego ideału. Polonia a raczej Światowid polski z twarzami Trzech Koalicjantów nie jest, niestety, w stanie przykuć mojego serca na dłużej i myślę, że także tych, którzy z Polski wyjeżdżają, odgrażając się, że ich noga w tym kraju więcej nie postanie.

Z ziemi polskiej do włoskiej
To, że masa ludzi, i to młodych, dzisiaj się z Polski wynosi, nie da się sprowadzić do rozczarowań czysto ekonomiczno-administracyjnej natury, jak nam niektórzy chcą wmówić. Wchodzą tu bowiem uczucia bardziej złożone, których erotyczna barwa jest niewątpliwa.

Sporo z nas kocha Polskę, jak nauczono nas w szkole i kościele, nie kocha się jednak w Polsce tak, jak się w niej kochali nasi przodkowie, to znaczy na zabój. Ale i sama Polska, przyznajmy, nie jest bez winy. Nie przypadkiem ktoś zaśpiewał nie tak dawno na trybunie uroczystego zjazdu partii: „Z ziemi polskiej do włoskiej, bo marzenie o wędrówce w kierunku południowym hen, za Tatry, za Karpaty, za Alpy prawdziwie prześladuje dzisiaj podświadomość Polaka. Wystarczy pojechać chociaż raz na Ibizę czy Wyspy Kanaryjskie, by poczuć do głębi prawdziwą ohydę klimatu środkowoeuropejskiego, na jaki zostaliśmy skazani fatalnym wyrokiem losu. Od listopada do maja krajobraz polski sączy prawdziwie depresyjne trucizny i nie zmienią tego nawet najbardziej olśniewające mazurki Chopina, seriale „M jak Miłość oraz „Złotopolscy czy polski Papież w każdym oknie.

A na dodatek nie potrafiliśmy wytworzyć własnego polskiego piękna, które choćby w pewnym stopniu mogłoby zrównoważyć tę klimatyczną okropność. Mamy piękny Kraków, Gdańsk, Wrocław, Lublin, Poznań, ale już Warszawa w dużej mierze jest architektoniczną katastrofą. Różnica między wyglądem francuskiej, niemieckiej czy angielskiej ulicy a wyglądem ulicy polskiej wciąż bywa niekiedy boleśnie uderzająca, co wyzwala w niejednym obywatelu trudny do opanowania odruch ucieczki. Tylko głupcy mogą lekceważyć takie odruchy, bo człowiek naprawdę żyje dopiero wtedy, kiedy może cieszyć się aurą miejsca. Estetyczna aura polskiego życia codziennego chodniki i jezdnie, przechodnie i latarnie, drzwi i okna, gesty, fason mówienia, naród kurtkowców, szalikowców, bereciarek, kłębiący się w przejściach podziemnych dresowaty lud z lumpeksu, który siebie samego nie cierpi, bo wie, że jest pogardzany i sam sobą pogardza, przekonany przy tym głęboko, że winę za wszystko ponoszą podli inteligenci, agenci i aferzyści ta aura w odczuciu wielu ludzi, którzy decydują się na wyjazd, prawdziwie jest odpychająca. Większość miast wzniesionych po roku 1945 na polskich równinach nie cieszy naszego oka, tak jak cieszą nasze oko miasta włoskie, francuskie czy południowo-niemieckie. Ich aromat, przestrzeń, styl, czułość dla miejsca, kultura pieczołowitości dla detalu, mądre staranie o piękną scenografię życia.

Ileż to razy mówiono do mnie: „Panie, tam się inaczej żyje niż u nas!. I nie chodziło tylko o pieniądze, świetne szpitale i bezpieczeństwo. Są rzeczy, które dotykając serca, ranią je bardziej niż polityczne spory czy awantury. Mam na myśli sprawę tak subtelną jak zapach Polski dzisiejszej, jej duchową barwę, odcień psychiczny, brzmienie głosu, sposób poruszania się, śpiew, taniec i jazdę samochodem. Ten zapach sprawia, że Polska przestała być sexy. Nie ma rady, część młodych ludzi wyjeżdża, bo nie może znieść tego zapachu.

Polak, wróg Polaka
To, co jest w Polsce najmniej sexy, to klimat międzyludzki, aura wzajemnego obcowania i paskudne poczucie, że będziemy w tym klimacie siedzieć bez końca, obojętne, kto będzie w Polsce rządzić. Napięcia, które rozcinają polskie domy, dworce, biura i gospodarstwa rolne, nie mają pociągającej barwy i wykraczają daleko poza polityczne kłopoty.

Po jednej stronie inteligencja łasząca się do polskiego ludu, zapewniająca, że z polskim ludem była solidarna zawsze, przekonująca, że jest w stu procentach taka sama jak ten lud pielgrzymkowo-monopolowo-supermarketowy.

Po drugiej inteligencja przerażona polskim ludem, jego populistyczną mentalnością i nacjonalistycznym katolicyzmem, a przy tym udająca, że wcale nie jest przerażona, bo i ona też musi liczyć na kartki wyborcze w rękach byłych pracowników pegeerów, którzy na wszystko mają ten sam lek: więzienie i karę śmierci. I to przerażenie wzajemne, rozpędzone, narastające, skrywane pod powierzchnią politycznych sporów, napięcie pełzające, płonące, jątrzące nadaje Polsce barwę czasem trudną do zniesienia. Uczucia miłosne do Ojczyzny ścinają się w takim duchowym klimacie jak kwaśne mleko zalane wrzątkiem. Wszystko w duszy krzyczy: Uciekać jak najdalej stąd!

W Polsce nie czuje się spokoju udanego życia, dziejącego się płynnie, w sposób ciągły i zrównoważony. Wystarczy porównać, jak się jeździ samochodem po ulicach Warszawy i po ulicach Berna czy Edynburga. Polska praca jest równie gwałtowna i stresująca jak polska jazda, w której wymuszanie pierwszeństwa rekompensuje braki wyższego rzędu. Ileż to razy zdumiewałem się widokiem miast szwajcarskich, w których zdawać by się mogło nikt nic nie robi, a wszystko działa, jak należy. U nas ludzie rzucają się jak ryby na wędce, a nie działa, jak należy, prawie nic. Ten seksowny aromat udanego życia, płynnego, spokojnego i efektywnego przyciąga wielu Polaków dużo bardziej niż forsa.

Obcokrajowca wyłowić w polskim tłumie nietrudno. Obcy poruszają się miękko, energicznie i bez pośpiechu, a zarazem celowo i trafnie. Polak się szarpie. W życiu, w polityce i w samym sobie. Jak on idzie, to od razu widać, że on samego siebie nie znosi. Ileż to razy widziałem za granicą Polaka uciekającego przez Polakiem, jakby odskakiwał na widok swojego odbicia w lustrze! Jakby robił wszystko, byle by ukryć, że pochodzi z mglistych regionów politycznego poniżenia, wiecznie brudnych toalet w pociągach, wieloletniego bicia i upokorzeń. Taki Polak wcale się nie krył, że nie cierpi wszystkiego, co polskie, z wyjątkiem Sienkiewicza, polskiego Papieża, polskiej wódki i polskiej żywności. Przede wszystkim zaś nie cierpiał braci Polaków, polskiego ducha, miał za nic polską sztukę, polską literaturę i polski film z samej definicji, bo odnajdywał w nich przykre odbicie swojego własnego sposobu istnienia. Dopiero wpatrzony w serial „Alternatywy oddychał z ulgą, że na tym podłym świecie może jakoś przeżyje nawet w najgłupszej sytuacji.

Poczucie, że jesteśmy „nieudanymi ludźmi i musimy pokazać obcym, że takimi nie jesteśmy, wiele razy dostrzegałem u polskich robotników pracujących na Zachodzie. Stawali oni na palcach, by z napiętymi do krwi żyłami pokazać światu, że są lepsi, niż są, z czego zachodni pracodawcy korzystali z uśmiechem: „Gut, gut, Polak potrafi.

Rozdrażniona, napięta, obrażona
Dawna Polonia była sexy, nawet jeśli miała liberum veto, rozbiory, Wielopolskiego i wodociągi Starynkiewicza, Berezę Kartuską i niby-armię, którą rozbito w dwa tygodnie. Nie jest sexy Polska z pionową zmarszczką na czole, cedząca groźby i obietnice, Polska wiecznie żarzącego się patriotycznego gniewu, polowania na złodziei, agentów, aferzystów. Polska rozdrażniona, napięta, obrażona, ściśnięta krawatem, sutanną, mundurem, garniturem ochroniarza, szarfą orderu, w której unosi się duszny opar słów takich, jak: „nadubowiec, „koalicja wstydu i strachu, „antypaństwo, „łże-elita, „układ, „warchoł, „szafa, „homofobia i „wykształciuch. Polska, która mówi takim językiem, nie przyciąga wielu polskich serc.

Ale nie taka Polska jest najgorsza. Dużo okropniejsza jest Polska, w której ludzie czują, że na wszelki wypadek lepiej nie wywieszać w szkole plansz ilustrujących ewolucję, „bo można mieć przykrości. Polska, w której panicznie wycofuje się polskie eksponaty z niemieckiej wystawy po tym, jak władza tupnęła nogą, Polska, która ma gdzieś piekarza, który za pomoc dla bezdomnych został doprowadzony do bankructwa i sejmowa, partyjna, parlamentarna, kongresowa, rządowa, ministerialna, limuzynowa, konferencyjna, gabinetowa, pałacowa, komisyjna, kancelaryjna z pawimi piórami na głowie debatuje o wszystkim, tylko nie o jego sprawie. Polska, w której każdy wie, że na każdego mogą się znaleźć podłe papiery. Polska, która od słów „wolność jednostki, „wybaczenie, „miłosierdzie i „wolność słowa woli takie słowa, jak: „posłuszeństwo, „dyscyplina i „prokurator. Polska, która w Polakach nie rozbudza cywilnej odwagi, tylko uczy, że lepiej się nie wychylać.

Polska, w której wszystkie partie chcą jednego: łatwej władzy, która nie będzie się musiała liczyć z nikim, kiedy trzy czwarte Sejmu na polecenie lidera będzie podnosić ręce jak nakręcona maszynka. Polska, w której demokracja jest dobra przed wyborami, ale nie po wyborach. Polska pryncypialna, chmurna, z przygryzioną wargą, z zaciśniętymi zębami, która nienawidzi zasady politycznego i ideowego kompromisu.

A ja Cię lubię!
Erotyczny urok takiej Polski trudno uznać za ponętny. Ale ja taką Polskę mimo to jakoś tam lubię, bo jestem krew z jej krwi i kość z jej kości i cieszę się jej kulawą niepodległością, bo innej nie mamy, choć przyznam, że uczucia, jakimi ją darzę, nie są dla mego serca łatwe i nie całkiem dla racjonalnego umysłu przyjemne.
Dodam też na koniec, że nie zamierzam z Polski wyjeżdżać, jak długo się da.

Stefan Chwin, prozaik, krytyk literatury. Opublikował m.in. "Honemann", "Złotego pelikana". Laureat wielu nagród.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj