Byłem spakowany i przygotowany na ucieczkę, czekałem z wyjściem z domu, aż skończy się godzina policyjna. Zjawili się jednak przed 6 rano i zabrali do MSW. Pamiętam, że zawieźli mnie na wysokie piętro i jakiś facet dość uprzejmie próbował mnie przesłuchać - mówił Kaczyński i dodał, że wieczorem został wypuszczony.

I było to dla mnie bardzo niemiłym zaskoczeniem. Nie ukrywam, że nieprzyjemnym, bo przecież działałem cały czas. Uważałem zresztą, że jestem w sytuacji dużo gorszej niż internowani. Miałem absolutny imperatyw, że muszę działać, i sądziłem, że w efekcie pójdę siedzieć, co było gorsze od internowania - stwierdził prezes PiS.

Władysław Frasyniuk w rozmowie z Radiem ZET przedstawił swoją teorię.

Powiedzmy sobie uczciwie: nie ma takiej możliwości, żeby komuna w tamtych czasach zatrzymała kogoś i wypuściła. No nie ma! Skoro go wypuszczono, to Kaczyński musiałby się zabić własną pięścią, bo to znaczy że był skończonym niedojdą. To jest tak, że musiał podpisać deklarację lojalności - uważa Frasyniuk.

Dodał jednocześnie, że nie ma za złe Kaczyńskiemu, iż ten podpisał deklarację współpracy.

Ludzie podziemia zawsze uznawali rację tych, którzy emigrowali lub podpisali lojalkę. Przecież nie o to chodzi, żeby siedzieć w więzieniach, więc ludzie uciekali do wolności i normalności - powiedział Frasyniuk, który ma jednak pretensje o to, co Kaczyński robił później.

Jeżeli taki człowiek poszukuje w życiorysie Lecha (Wałęsy) epizodu "Bolka" to jest jakaś kompletna paranoja - stwierdziła legenda solidarnościowej opozycji.

Jedyny fenomen, jedyny produkt narodowy, który mamy to jest „Solidarność” i ten Kaczyński go po prostu nieustannie szmaci - dodał gość Radia ZET.

Frasyniuk mówił kiedyś, że Kaczyński to inteligentny człowiek. Jednak teraz, po wywiadzie dla "GP" przyznaje, że musi połknąć własny język.

Ten wywiad go strasznie ośmiesza - stwierdził Frasyniuk.