Dziennik Gazeta Prawana logo

"Centralna rewolucja Jarosława Kaczyńskiego". Musi trwać i potrzebuje paliwa

2 kwietnia 2017, 11:43
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Wojciech Jasiński (z prawej) z Jarosławem Kaczyńskim
Wojciech Jasiński (z prawej) z Jarosławem Kaczyńskim/Agencja Gazeta
Błędem jest powtarzanie, że wszystko, co robi PiS, wynika z osobistych obsesji. Już bliższe prawdy jest stwierdzenie, że to osobiste urazy i obsesje zostały wpisane w ramy kompletnej filozofii nieliberalnej rewolucji, która domknie projekt rozpoczęty dekadę wcześniej.

W tym roku przypada 100. rocznica rewolucji październikowej. W USA ubiegłoroczna kampania wyborcza Berniego Sandersa, ubiegającego się o nominację prezydencką z ramienia demokratów, nazywana była polityczną rewolucją. Dwa tygodnie temu premier Węgier Viktor Orban w swoim przemówieniu – z okazji, jakżeby inaczej, rocznicy wybuchu rewolucji 1848 r. – mówił o "rebelii przeciw niewoli długu" oraz "walce o konstytucję". Ale nie dlatego tak często we współczesnej Polsce mówimy o rewolucji, że przypominają nam o niej międzynarodowe konteksty. Rewolucja w naszej debacie pojawia się w parze z Jarosławem Kaczyńskim i PiS, PiS i Jarosław Kaczyński idą zaś w parze z rewolucją.

Niektórzy twierdzą, że to permanentna rewolucja. Czy jednak ten efektowny termin lepiej opisuje to, czym polska prawica – zebrana pod berłem Kaczyńskiego – jest, czy raczej to, jak widzą ją przeciwnicy? Czy mówimy o rewolucji w liczbie pojedynczej, czy na przykład o epoce albo czasie rewolucji, który tworzy warunki dla kolejnych przewrotów, otwierając pole możliwości politycznych, co samo w sobie jest rewolucyjne, nawet jeśli długo oczekiwana zmiana nie ma prawa nadejść? I wreszcie: jeśli jest rewolucja – jedna lub ich mnogość – to jaka i do czego zmierzająca, i czy aby na pewno dająca się opisać za pomocą prostych historycznych analogii?

Odpowiedź na te pytania wymaga – krótkiej – dygresji historycznej. Mianowicie: rewolucja PiS już raz się wydarzyła. W latach 2005–2007, gdy partia Kaczyńskiego rządziła Polską po raz pierwszy, najpierw z Marcinkiewiczem jako premierem, z Ligą Polskich Rodzin i Samoobroną jako koalicjantami. Wtedy III RP miała wstrząsnąć "rewolucja moralna", którą najpierw zapowiadały zjednoczone siły centroprawicy – niedoszła wielka koalicja PO-PiS – a której zrealizowania podjął się w ostateczności osamotniony Kaczyński. "Układ" i patologie III RP próbowano ujawnić z pomocą grupki najzapieklejszych publicystów – po kolei jednak od projektu dystansowali się eksperci, umiarkowani zwolennicy rządu, konserwatywni dziennikarze, a w końcu i skłóceni z Jarosławem Kaczyńskim czołowi politycy jego partii. Wstrząs, który miał potencjał ruszyć z miejsca fundamenty polityki, niewątpliwie się wydarzył. Rewolucja jednak z permanentnej zmieniła się raczej w niedokończoną – co pozwoliło dopisać kolejny rozdział do legendy Prawa i Sprawiedliwości, które powróci do rządzenia 8 lat po pierwszej klęsce. Jaki lepszy dowód na faktyczne istnienie zabetonowanego systemu elit i głęboko zakorzenionych patologii, które uniemożliwiają zmianę polskiej polityki, niż fakt, że nawet premier i prezydent zostali przez nie zablokowani?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj