Przyjmijmy, że tak się stanie. Co uczyni zwycięska antypisowska koalicja, aby konstytucyjny zapis – „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawa” – przedstawiał realną rzeczywistość? Dziś, po „przywróceniu sądów polskiemu społeczeństwu”, przywołany art. 2 ustawy zasadniczej brzmi niczym orwellowska fraza.
Zapowiedzi polityków PO są radykalne. Schetyna 7 kwietnia podczas debaty nad wnioskiem o wotum nieufności dla rządu Beaty Szydło zadeklarował: .
Koncepcja, aby jedną ustawą uchylić niekonstytucyjne przepisy, jest bezprecedensowa. Ale to konieczność. Bo bezprecedensowy jest stopień zdewastowania przez PiS systemu prawnego. Poseł PO Borys Budka, minister sprawiedliwości w rządzie Ewy Kopacz, ogłosił z trybuny sejmowej jeszcze bardziej radykalny program:
Dziś opozycja używa właśnie takiego języka, przedstawiając zapowiedź „nowej Norymbergi” dla wszystkich urzędników PiS, którzy deptali prawo oraz wizję Trybunału Stanu dla prezydenta Dudy oraz premier Szydło. To jedynie pusta polityczna retoryka, w dodatku nieprzynosząca profitów wyborczych. Hasła dotyczące odbudowy praworządnego państwa nie są nośne społecznie. Przeciętny Polak w ogóle nie rozumie sporu o Trybunał Konstytucyjny oraz nie dostrzega żadnego problemu w przerwaniu kadencji Krajowej Rady Sądownictwa czy odmowie powoływania sędziów przez prezydenta. Ponadto ewentualna przyszła zwycięska antypisowska koalicja będzie miała bardzo małą większość parlamentarną, co oznacza słaby mandat do sprawowania władzy. Nie ma więc mowy o zmianie konstytucji. Natomiast Prawo i Sprawiedliwość będzie potężną, nieobliczalną i radykalną opozycją wspieraną przez miliony zwolenników Jarosława Kaczyńskiego oraz Antoniego Macierewicza, którzy przecież nie wyjadą z Polski.