Dziennik Gazeta Prawana logo

Maciej Miłosz: Czy płynie z nami sternik?

20 sierpnia 2018, 17:54
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
fregata klasy Adelaide
fregata klasy Adelaide/Shutterstock
Dwie używane fregaty typu Adelaide z Australii miały wzmocnić polską Marynarkę Wojenną. Koncepcja wykuta w otoczeniu prezydenta Andrzeja Dudy została podchwycona przez MON i w ostatnich tygodniach prowadzono intensywne rozmowy, by transakcję sfinalizować. Same "skorupy" miały kosztować ok. 800 mln zł, nowoczesne uzbrojenie, m.in. rakiety SM-2, co najmniej drugie tyle. Jak każdy zakup uzbrojenia, tak i ten miał zwolenników i przeciwników. Wstępną zgodę na niego wydali już Amerykanie (producent) i Australijczycy.

Tymczasem w piątek dziennik "Polska The Times" ujawnił, że premier Mateusz Morawiecki zablokował finansowanie projektu. Chodzi o mniej więcej 2 mld zł (dla porównania: roczny budżet resortu obrony to ponad 40 mld zł). Takiego psikusa szef rządu sprawił prezydentowi i ministrowi obrony Mariuszowi Błaszczakowi w przededniu ich wylotu do Australii.

Oczywiście można się teraz zastanawiać, czy ta decyzja Morawieckiego to skutek lobbingu polskiego przemysłu stoczniowego, któremu brakuje nieco kompetencji, ale mimo to ma olbrzymie plany i ambicje do tego, by skonsumować budżet MON. A może jest to jednak odwet partii rządzącej za prezydenckie weto do ustawy o zmianie ordynacji wyborczej do europarlamentu? Tak naprawdę jest to stosunkowo mało ważne. Istotne jest to, że Polska, członek Sojuszu Północnoatlantyckiego i największe państwo flanki wschodniej, po raz kolejny pokazuje międzynarodowym partnerom, że ma radykalny problem z pozyskiwaniem uzbrojenia.

Najpierw mieliśmy telenowelę z zakupem śmigłowców Caracal. Rząd PO wynegocjował umowę wojskową, rząd PiS miał zająć się offsetem, ale rozmowy nie zakończyły się podpisaniem umowy. W międzyczasie mieliśmy jeszcze różne wolty wokół okrętów podwodnych, a teraz idziemy o krok dalej. Zgoda co do priorytetowych zakupów dla obronności jest już nie tylko niemożliwa pomiędzy dwoma największymi partiami, ale nawet w samym obozie rządzącym.

By zapewnić nam bezpieczeństwo, Wojsko Polskie potrzebuje elementarnej stabilności i ciągłości. Od kilku lat brakuje ich tymczasem na wielu poziomach, m.in. w kwestii kontynuacji podstawowych programów zakupowych. W takiej sytuacji bronienie granic i niepodległości jest zwyczajnie niemożliwe. I nie zmienią tego nawet najbardziej spektakularne defilady wojskowe.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj