Warto zaznaczyć, że logika sporu, zawarta w zaniechanym monologu, wcale nie oznaczała automatycznie decyzji zespołu teatralnego. Bo to nie pisowca, lecz polityka przez lata związanego z PO zabił nożownik, zabójca nie krzyczał o PiS, ale o mszczeniu się na Platformie. Monolog mógłby w takiej sytuacji wybrzmieć jako smutne memento: nie unieszkodliwiliśmy (?) Prawa i Sprawiedliwości na czas, a teraz, pod wpływem propagandy i polityki nienawiści organizowanej przez PiS, zabójca sięgnął po nóż.

Jednak wygrało, jeżeli dobrze rozumiem, przekonanie inne. Poziom werbalnej agresji tak się w Polsce podniósł, że życie ludzkie stało się zagrożone. Przy czym agresji w ogóle, a nie tylko agresji pisowskiej.

Prawda leży dziś nie pośrodku, a w obu tych stwierdzeniach o agresji. Poziom nienawiści oferowanej przez niebagatelne pisowskie pióra i języki przekroczył próg między nieetycznym a karygodnym. Nie zmienia to faktu, że PiS nie jest jedynym źródłem szaleństwa, z którym przegraliśmy w ostatnich latach. Bardzo wielu publicystów i polityków bawi się zapałkami na stacji benzynowej, a zarazem publicyści i politycy związani ze stroną rządową, instytucjonalnie silniejszą, robią to na większą skalę, co wynika z prostego faktu – kto ma władzę, czyni więcej.