Robert Mazurek: Zna pan odpowiedź na zarzut o polski antysemityzm? A gdzie u nas niszczy się cmentarze, podpala synagogi? Jak chory psychicznie wybił szybę w synagodze w Gdańsku, to interweniował prezydent.

Paweł Jędrzejewski: Bo polski antysemityzm nie przejawia się w brutalny sposób. Nie przypominam sobie, poza tym incydentem z Gdańska, jakiegokolwiek ataku na Żydów. Oczywiście pojawiają się napisy na murach w Łodzi, ale nie należy do tego przywiązywać zbyt dużej wagi

Sam pan powiedział, że antysemityzm w Polsce był od dawna.

Pewne antysemickie klisze były znane w polskiej kulturze i tradycji od dawna, ale to nie oznacza, że oskarżam Polaków o masowy antysemityzm. Po prostu Żydzi jako pośrednicy między szlachtą a chłopstwem byli często jedyną grupą kojarzoną z wyzyskiem. W końcu to oni kupowali od chłopów towary, oni prowadzili gorzelnie i karczmy. I jeszcze jedno – Żydzi przez stulecia podkreślali swoją odmienność, nie integrowali się. To zaczęło się zmieniać w XVIII w., czyli od czasów haskali – żydowskiego oświecenia, ale wciąż jeszcze Żydzi byli inni. Mieli inne obyczaje, stroje, religię, język.

Bo pan, choć z Los Angeles, wygląda jak zwyczajny warszawiak, a ortodoksyjny rabin Ber Stambler już wzbudzałby zainteresowanie.

Ta inność wywoływała niechęć, to oczywiste i znane zjawisko ogólnoludzkie. Dodajmy do tego udział Kościoła, który miał swoją rolę w podsycaniu niechęci do Żydów jako tych, którzy zabili Chrystusa. Spójrzmy na to z perspektywy człowieka, który w XVII w. idzie do kościoła i słyszy, że Żydzi zabili Jezusa. To jak on może ich lubić? Ale zawsze między nami była szczególna relacja, czego dowodem jest język. Mamy pojęcie filosemityzmu, ale nie ma filoportugalizmu czy hiszpanofilii, prawda? W słowniku są germanofile czy rusofile, ale jakoś trudno znaleźć mi reprezentantów tych postaw. Chodzi mi o to, że w kulturze polskiej wszelka rozmowa, dialog z Żydami, to coś wyjątkowego. Przez wieki traktowano ich jako naród, który został przez Boga wybrany i z którym Bóg rozmawiał, raz go hołubił, a raz karał, więc to nie jest jakieś tam sprzeczanie się ze Słowakiem czy Holendrem, to jak wcinanie się w dialog z Absolutem.

Poza tym skoro królową Polski jest Żydówka, to i wszyscy Żydzi są nasi.

Oczywiście. Te wszystkie sentymenty i resentymenty, jakie istniały, zostały zahibernowane na czas komunizmu, a teraz odżyły. Nic dziwnego, że po latach PRL-owskiego uśpienia relacji polsko-żydowskich wrócił konflikt.

Często pojawia się zarzut, że Izrael wykorzystuje tragedię Holokaustu. „Nas, Żydów, nie można krytykować, bo jesteśmy naznaczeni wyjątkowym cierpieniem”.

I ten zarzut ma uzasadnienie. Żydzi, przyjmując za podstawę fakt doznanej krzywdy, są jednak w sytuacji niebezpiecznej, bo mogą naginać normy etyczne, bo ich krzywda im na to zezwala, usprawiedliwia ich.

Tak się dzieje w Izraelu?

Raczej dostrzegałbym element tego w postawie Żydów amerykańskich, europejskich, a nawet polskich. Wiadomo, że do potwornej zbrodni Holokaustu doprowadził antysemityzm, a jednocześnie – jak wspominałem – to słowo zostało sprowadzone do roli poręcznego narzędzia w walce politycznej.

Paweł Jędrzejewski, publicysta, redaktor Forum Żydów Polskich