Dziennik.pl: Czy sprawa PGZ i zatrzymanie Bartłomieja M. nie podkopuje zaufania wyborców Prawa i Sprawiedliwości?

Myślę, że jest odwrotnie, wykazujemy się tu dużą roztropnością. Prawo i Sprawiedliwość już dawno podjęło decyzję o wykluczeniu tego człowieka z szeregów naszego ugrupowania. Działaliśmy natychmiast, bez zbędnej zwłoki. Trzeba też zwrócić uwagę na fakt, że obowiązuje domniemanie niewinności - nie chciałbym bez wyroku sądu traktować Bartłomieja M. już jako winnego. Niemniej, ta cała sytuacja pokazuje, że polskie służby działają bardzo sprawnie i nie zwracają uwagi na to kto z jakim obozem politycznym był związany. Ścigają wszystkich, którzy są podejrzani nie patrząc na przynależność polityczną. Taka uczciwość powinna zyskać przychylność opinii publicznej. To właśnie różni nas od poprzednich rządów w wykonaniu Platformy Obywatelskiej - my nie zamiatamy spraw pod dywan, nie bronimy "swoich" za wszelką cenę. Politycy PiS muszą być poza wszelkim podejrzeniem. Nasi działacze muszą dawać przykład.

Podczas kampanii wyborczej PiS przypominał liczne afery Platformy Obywatelskiej. Dziś okazuje się, że to nie jest tylko wada PO, ale także polityków PiS.

Z tym, że my nie kryjemy swoich i szybko reagujemy, gdy coś się dzieje. Bartłomiej M. już od dawna nie pracuje w resorcie obrony. Z drugiej strony nie łudźmy się, że będzie istniało kiedyś takie ugrupowanie, które nie przyciągnie w swoje szeregi ludzi chcących nadużywać władzy. Nie jesteśmy w stanie sprawdzić wszystkiego, nie da się w każdej sytuacji sprawdzić realnych motywacji takich osób. Zapewniam, że Prawo i Sprawiedliwość nie akceptuje nagannych, niezgodnych z prawem praktyk. U nas na takie zachowania nie ma przyzwolenia.

Bartłomiej M. odszedł z partii w kwietniu 2017 roku. Decyzja prokuratury o zatrzymaniu nie jest spóźniona? Opozycja zarzuca, że to po prostu temat zastępczy wykorzystany dla przykrycia taśm Jarosława Kaczyńskiego.

To absurd. To pod rządami Platformy Obywatelskiej sprawy w prokuraturze ciągnęły się latami i często w ogóle nie kończył się jakąkolwiek konkluzją. Tutaj najwidoczniej po prostu dopiero teraz sprawa dojrzała do postawienia zarzutów. Doszukiwanie się związków pomiędzy tymi dwoma sprawami to przejaw myślenia w kategoriach spiskowej teorii dziejów. Tych dwóch spraw nic nie łączy. Można nawet powiedzieć, że sytuacja jest odwrotna - to publikacja w "Gazecie Wyborczej" doszukująca się afery, której nie ma, przykrywa przykry temat o tym, że dwóch polityków dawniej związanych z PiS ma postawione zarzuty. Zawsze można snuć dowolne hipotezy, ale mają one niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Na pewno lider partii rządzącej powinien wspierać działalność biznesową jakiejś spółki?

Materiał w "Gazecie Wyborczej" to prawdziwa laurka dla Prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Nie można czynić zarzutów z tego, że ktoś jest uczciwy, jasno stawia sprawę w rozmowach biznesowych i mówi, że bez podstawy prawnej, bez stosownych rachunków jakikolwiek podmiot gospodarczy nie zapłaci żadnych pieniędzy. Nie ma tu nic nagannego, wręcz przeciwnie. Pan Prezes Jarosław Kaczyński jest osobą o krystalicznej uczciwości. Jeśli ktoś ma mu to za złe to powinien się pochylić nad własnym sposobem myślenia i wyciągnąć wnioski.

Jednak czy Prezes PiS powinien w ogóle prowadzić takie rozmowy biznesowe?

Pan Prezes nie rozmawia tam przecież jako zleceniodawca prac czy strona umowy. Rozmawia jako szef partii, ewentualnie członek rady nadzorczej fundacji do którego z prośbą o interwencję przychodzi przedsiębiorca. Z pewnością nie jako osoba fizyczna, która może zlecić lub nakazać jakieś działania. Nie czerpie też dochodów z takiej aktywności. Dlatego argument opozycji o tym, że powinien coś więcej wykazać w swoim oświadczeniu majątkowym również jest całkowicie bezzasadny.

I jako szef partii powinien mówić o jakiejś spółce "my"?

To niezasadne pytanie. Szef partii odbywa bardzo wiele rozmów, rozstrzyga wiele rozmaitych spraw związanych z bieżącymi wydarzeniami. To całkowicie normalne. Przychodzą bardzo różni ludzie, rozmawiający o różnorodnych tematach czy tak jak w tym przypadku, zgłaszający jakieś skargi. Dlaczego ten austriacki przedsiębiorca rozmawiał właśnie z Panem Prezesem? Nie znam takich szczegółów. Jedno natomiast jest pewne - żadnej afery tu nie ma, a doszukiwanie się na siłę jakiegoś drugiego dna jest po prostu absurdalne. Nie ma też mowy o jakimś oszustwie. Pan Prezes wyraźnie powiedział, że przepisy wymagają tutaj określonych dokumentów, a w przeciwnym razie sprawę rozstrzygnie sąd. To podręcznikowy przykład działania w granicach prawa. Dobrze byłoby, aby politycy, którzy widzą tu coś niestosownego również zawsze działali według takich standardów jak Pan Prezes.