Roszada wokół najwyższych stanowisk w Brukseli trwała rekordowo długo i wycieńczyła niejednego obserwatora. Prawda jest jednak taka, że gracze okazali się nie za bardzo zręczni, a cała rozgrywka mogła zniesmaczyć widownię, bo figury zaczęto rozstawiać niezgodnie z zasadami. Rozgrywający partie przy unijnych stolikach długo nie mogli wykonać posunięcia – zwłaszcza kanclerz Niemiec Angela Merkel, która nie chciała odpuścić rundy, chociaż widziała, że przeciwnik przyszykował jej mata. Na koniec umiejętnie zbijał wszystkich francuski prezydent Emmanuel Macron.

Polski rząd miał jeden cel – nie dopuścić do władzy Fransa Timmermansa. Na początku gra nie szła Warszawie najlepiej i wydawało się, że zaledwie kilku ruchów brakuje do tego, by Prawo i Sprawiedliwość dostało mata. Przekazanie sterów w Komisji Europejskiej Timmermansowi oznaczałoby, że najważniejszy fotel w Brukseli zająłby polityk głównodowodzący w bitwie o polskie sądy, dla którego wrogość PiS była wodą na młyn kariery w Unii.