Dlaczego miałby wygrać Donald Tusk? Bo jest zainteresowany monopolem na prowadzenie polityki zagranicznej. Z jego zaplecza płyną sygnały, że zagraniczne wojaże, dyplomatyczne sukcesy są mu szczególnie potrzebne. Do walki o prezydenturę za trzy lata? Możliwe, choć będzie to już prezydentura mniej wartościowa, bo odarta, i to przez PO, z tradycyjnego majestatu. A może chodzi tylko o proste powiedzenie: odkąd odsunęliśmy nieodpowiedzialnych Kaczyńskich od wpływu na dyplomację, sprawy idą dobrze. Może ta konkluzja ma być atutem Platformy i w kampanii parlamentarnej, i w prezydenckiej.

Ale niewykluczone, że świętują też u prezydenta. Bo Lech Kaczyński może skorzystać na wizerunku człowieka wypychanego. Tego, "któremu nie dali”. Gdyby Tusk podzielił się z nim odpowiedzialnością za sferę polityki zagranicznej, trudniej byłoby go za nią potem rozliczać. Tak zaś cała odpowiedzialność spoczywa na jego ekipie. Czy Kaczyński nie poskarży się podczas kampanii na zbyt miękki wobec zagranicy rząd, który przeszkodził prezydentowi w obronie interesu narodowego?

Możliwe, że przypisuję politykom zbyt koronkowe i dalekosiężne pomysły. Że wszystko rozgrywa się raczej w sferze odruchów i emocji niż wieloletnich kalkulacji. Więc lepiej spytać: co z tego wynika dla Polaków?

Jako demokrata jestem w sumie zadowolony. Bo być może polityka zagraniczna prowadzona trochę przez premiera, a trochę przez prezydenta byłaby kaleka. Bo lepiej, żeby partia, która wygrała wybory, mogła się zmierzyć z własnymi obietnicami, a nie skarżyć się po czterech latach, że "zły prezydent nie pozwolił”.

Ale jako Polak odczuwam niepokój. Tusk ma mocne argumenty na swoją korzyść. Prezydent Kwaśniewski nie jeździł na robocze szczyty Unii. Nawet jeśli nasza konstytucja nie rozdziela precyzyjnie uprawnień obu instytucji: prezydenta i rządu (a nie rozdziela), roszczenia Pałacu Prezydenckiego szły w tym przypadku za daleko.

Tylko że to tylko część większej całości. Szara strefa w podziale kompetencji nie zniknie, a były sytuacje, w których to Tusk i minister Sikorski posuwali się za daleko, lekceważąc prezydenta. Czekają nas więc kolejne rundy meczu zapaśniczego. Reputacja Polski jako państwa o spójnej polityce zagranicznej na tym ucierpi.

Jest i inny powód do niepokoju. Dobrze, że PO spróbuje realizować własną wizję stosunków z zagranicą. Tylko, że już przykład podróży Tuska do Niemiec pokazuje: nie będzie łatwo. Dyplomacja nie okaże sie jedynie sposobnością do łatwego PR. Wyprawiając się do innych stolic, można ponosić spektakularne porażki.

Więc może przydałby się wokół tej polityki szerszy front. Może siła samej Platformy, choćby cieszącej się dziś 50-procentowym poparciem, nie wystarczy. Tylko że "zmowy elit” ponad podziałami w imię racji stanu mogą się zdarzyć w Niemczech czy we Francji. U nas na pewno nie. U nas niestety nie.