Nominacja dla Sowińskiej to było wiano, jakie Kaczyński musiał dać za związek z Radiem Maryja. To był jeden z warunków sojuszu, jaki zawarł z Romanem Giertychem, by rządzić.

Reklama

Siłą rzeczy dzięki swojej szczególnej "wyrazistości" Sowińska stała się jedną z kilku ikon określających czasy Jarosława Kaczyńskiego. Gotowego pójść na każdą wojnę i każdy kompromis, by realizować swoją wizję IV RP. Z Giertychem, z Lepperem, z Rydzykiem, z Sowińską. To oni sprowadzali te rządy de facto do formy czysto groteskowej. Bo jak się teraz okazuje, to nie służby specjalne Mariusza Kamińskiego były problemem, ale kompromitująca i ośmieszająca władzę kompania. Szef CBA nadal urzęduje i cieszy się autorytetem, Sowińska musiała podać się do dymisji - w niesławie.

PiS ma dwa oblicza: Kamińskiego, który walczy z korupcją, i twarz Sowińskiej - to oblicze LPR i wpływów rozgłośni z Torunia. I ten wizerunek na trwałe związał się dokonaniami ekipy PiS.

Warto przypomnieć ten obrazek, gdy za Sowińską murem stanęli słuchacze ojca Tadeusza Rydzyka. Modlili się za nią żarliwie na antenie radia, by wytrwała na urzędzie rzecznika praw dziecka. "Czuję się na razie na siłach podejmować te męki dalej" - zapewniała gorliwie pani rzecznik. Nie wiadomo kogo bardziej, słuchaczy czy swojego protektora w zakonnej sukni.

Tak więc wymuszona przez Platformę Obywatelską i w ten sposób bezprecedensowa dymisja Sowińskiej to nie tylko sprawka Tinky’ego Winky’ego i kilku innych wpadek. Choć trzeba przyznać, że bez popularności, jaką dały Sowińskiej teletubisie, problem wyglądałby zdecydowanie bladziej.