Co z tego, że na gruncie konstytucji premier ma rację, a prezydent chce za wszelką cenę poszerzyć zakres swojej władzy. Obaj panowie wybrali najgorsze miejsce na rozstrzygający bój. I obie strony nas okłamały. Bo akredytacji i miejsc przy brukselskim stole starczyło dla wszystkich. A prezydent usiadł za tym stołem tylko po to, żeby go zobaczono, a nie po to, by wziąć udział w dyskusji o finansowym kryzysie - pisze Cezary Michalski, publicysta DZIENNIKA.
Jeśli prezydentowi tak na Unii zależy, niech ratyfikuje traktat lizboński. Wtedy nikt nie uzna go za cynicznego zawalidrogę. Jeśli premier chce dowieść, że umie wypełnić cały przypisany mu przez konstytucję obszar władzy, niech zbombarduje prezydenta dziesiątkami dobrych ustaw.
Niestety, obaj panowie wolą kopanie się po kostkach w Brukseli.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane