Dziennik Gazeta Prawana logo

Polska piłka przegrała

31 października 2008, 01:58
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Cezary Kowalski
Cezary Kowalski/Inne
Prezesem PZPN został Grzegorz Lato, gorsza kopia Michała Listkiewicza. Najtwardszy beton i gwarant interesów dotychczasowego układu będzie u władzy przez cztery lata. Na nic zdały się szumne zapowiedzi, zakulisowe gry i nadzieje na przełom - pisze w DZIENNIKU Cezary Kowalski.

Było dokładnie tak jak podczas wcześniejszych zjazdów. Delegaci zjechali się do Warszawy, zjedli obiad, pogadali między sobą, kilku poopowiadało dyrdymały z mównicy, a później wybrali, kogo trzeba. Ośmieszyli tym samym wszystkich tych, którzy emocjonowali się tymi wyborami od kilku miesięcy. I to na żywo, w świetle kamer. Nigdy dotąd w żadnym europejskim kraju nie zdarzyło się, aby wybory w związku sportowym zajęły dosłownie cały czas dziennej ramówki jednego z telewizyjnych kanałów. Na pasku "Pilne" pojawiały się nawet takie komunikaty: "Zdzisław Kręcina przez 30 minut rozmawiał z Grzegorzem Latą". Wydźwięk mniej więcej taki, jakby Barack Obama nagle spotkał się Johnem McCainem.

Wywierana z zewnątrz presja kompletnie nie wzruszyła niereformowalnych działaczy. Dokonanym wyborem zadrwili sobie oni z kibiców, mediów i rządu, który różnymi sposobami próbował zrobić wszystko, aby zwyciężył jedyny kandydat dający jakąkolwiek nadzieję na zmianę - Zbigniew Boniek. Na 113 możliwych głosów Zibi dostał zaledwie 19. Tak dla pewności w mistrzowski sposób dobił go Michał Listkiewicz. Prawdopodobnie to on namówił gościa specjalnego zjazdu, przedstawiciela UEFA i szefa ukraińskiej federacji Hryhorija Surkisa, aby ten wprost wskazał Zbigniewa Bońka na tego, który powinien zostać prezesem PZPN. W myśl zasady "nie będzie tu nam obcy mówił, kogo mamy wybrać", delegaci wyzbyli się jakichkolwiek wątpliwości.

Kilka miesięcy temu minister Drzewiecki publicznie założył się ze mną o butelkę whisky. Z przekonaniem twierdził, że do końca października Michała Listkiewicza nie będzie już w piłkarskim związku. Formalnie wygrał. Zastanawiam się jednak, czy to nie ja powinienem dostać tę flaszkę od ministra. Wierzyć w to, że Listkiewicz definitywnie odszedł, nie wróci i nie będzie miał wpływu na Latę, to tak jakby naiwnie sądzić, że Putin nie steruje Miedwiediewem. Tak czy inaczej zwycięstwo Grzegorza Laty, to kolejna porażka ministra sportu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj