Dziennik Gazeta Prawana logo

Kibice groźniejsi niż rajdowcy

8 grudnia 2008, 00:17
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Artur Szczepanik komentarz pilka
Artur Szczepanik komentarz pilka/Inne
Przykro o tym pisać w obliczu takiej tragedii, ale trzeba zgodzić się z Maciejem Wisławskim, najwybitniejszym polskim pilotem rajdowym w historii, który stwierdził, że 99,9 procent wypadków podczas rajdów samochodowych, spowodowane jest przez bezmyślność kibiców - pisze w DZIENNIKU Artur Szczepanik, zastępca działu Sport.

Nieuzasadnione niczym poszukiwanie adrenaliny jest jedną z zagadek ludzkiej natury, która chyba nigdy nie zostanie wyjaśniona. Z rajdami samochodowymi niebawem może być tak, jak z igrzyskami ku czci Świętego Fermina w Pampelunie. Kiedy słyszymy o kolejnej ofierze ulicznej gonitwy z udziałem ludzi i byków, pukamy się tylko w czoło i myślimy - sam sobie winien, zastanawiając się jednocześnie nad tym, że fajnie byłoby wybrać się do Hiszpanii i też spróbować swoich sił w konfrontacji z bykami.

Podczas rajdów ludzie zaczynają szukać takich samych podniet. Ktoś poszedł tam, gdzie nie można, bo potrzebował adrenaliny i efektownych zdjęć. Wtedy myślimy: "sami sobie winni", jednocześnie współczując Leszkowi Kuzajowi, który do końca życia będzie miał na sumieniu dwie niewinne ofiary.

Kierowcy i organizatorzy od lat powtarzają w kółko, że podczas rajdu nie wolno stawać po zewnętrznej stronie zakrętu. Ale ludzi i tak ciągnie tam jakaś nieodparta chęć przeżycia czegoś emocjonującego. Każdy kierowca rajdowy nie raz musiał wciskać hamulec, żeby nie wpaść na wychodzących na trasę kibiców. Tak samo jak każdy rajdowiec dziesiątki razy wypadał z trasy na zakręcie, bo w tej profesji jest to normalne. Dlatego przy okazji takiego wypadku nie można w żadnym stopniu winić kierowcy, który nie ma czasu na myślenie, gdy mknie z szybkością 160 km na godzinę w miejscu, gdzie zwykły kierowca bałby się przekroczyć czterdziestkę.

Kuzaj w Czechach dociskał pedał gazu, bo miał zaufanie do organizatorów rajdu. Ci też nie popełnili błędu, bo tuż przed startem obejrzeli całą trasę i nie zauważyli, aby ktoś stał w niewłaściwym miejscu. Co jeszcze mogli zrobić? Postawić ochroniarzy co kilka metrów? Jest to niemożliwe w sytuacji, kiedy trasa każdego odcinka rajdu liczy od kilkunastu do ponad 30 km i na dodatek po jednym wyścigu kierowcy natychmiast przenoszą się w inne miejsce.

Jedyne, co mogą zrobić organizatorzy rajdu, to apelować do kibiców o mądrość, rozsądek i przestrzeganie przepisów. Ale i tak wiadomo, że znajdą się osoby, które w momencie, kiedy pędzi na nie samochód, zapomną o rozumie. Natury ludzkiej nie da się zmienić. Można jedynie zabrać nam igrzyska.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj