Magdalena Rigamonti: Seweryn, wielki aktor scen francuskich i polskich, dyrektor teatru.
Reklama
Andrzej Seweryn​​​​​​​: Tak zaczynamy?
Ten Seweryn nie istnieje.
Jestem przecież dyrektorem.
Jest stary utalentowany aktor, który wspiera LGBT, bo zagrał w serialu „Królowa” drag queen, czyli „przebierał się za kobietę”.
Reklama
A, tak, rzeczywiście.
Napiszę, że pan śmieje się w głos.
Nawet pomyślałem, że panią poproszę, by napisała, że się śmieję w głos. Dzisiaj pewna młoda osoba powiedziała mi wprost: pan w tej chwili jest w mainstreamie.
Bo zagrał pan drag queen? Mówiłam, że nie ma Seweryna z „Ziemi obiecanej”, z „Potopu”, z „Dyrygenta”. Nie ma Seweryna króla Leara, Godunowa, Don Juana.
Przeszłość nie ma znaczenia, jak się okazuje.
Gorzko czy ironicznie, bo nie wiem?
Trzeźwo.
Publicznie pan powiedział, że ta drag queen to dla pana rola życia.
Tak próbuje się mówić o tej roli.
Pan też tak mówi.
Było parę ważnych ról przed. Jeśli ta w „Królowej” będzie bardziej znana niż Sędzia w „Panu Tadeuszu”, Beksiński w „Ostatniej rodzinie” czy też Wanycz w „Rojście”, to...
Będzie znana, bo to polityka, bo pan tym serialem robi politykę.
Słowa „polityka” dotąd nie używałem, mówiąc o tym serialu.