Szwedzka centro-prawica premiera Fredrika Reinfeldta nie dokonała żadnego cudu. Po prostu obniżyła wyśrubowane stawki VAT i ograniczyła hojne przywileje socjalne. Reszta zrobiła się sama. Wzrosło PKB, zmalało zadłużenie państwa, a z nim bezrobocie. Pracownicy administracji wreszcie zarabiają więcej, niż wynoszą zasiłki dla bezrobotnych. A efektywność pracy wzrasta. Kobiety przestano traktować jak obiekt specjalnej troski. Ograniczono przywileje i wkrótce wzrosła liczba kobiet na kierowniczych stanowiskach. Większe wpływy do budżetu wykorzystano na inwestycje w szkoły i zdrowie.

Reklama

Przez ostatnie 10 lat lewica nie zrobiła tyle dla poprawy standardu życia Szwedów co prawica przez ostatnie dwa lata. Nic dziwnego, że socjalizm w Szwecji skapitulował. Wcześniej skompromitował się w Wielkiej Brytanii, dostaje cięgi w Niemczech, chyli się ku upadkowi w Norwegii, Danii, Finlandii. Nawet socjalista wszystkich socjalistów premier Hiszpanii Zapatero, ratując własne notowania, szuka liberalnych rozwiązań. Polecamy te nauczki nielicznym już premierom w Europie, którzy wciąż wierzą, że kluczem do rządzenia są kosmiczne wydatki socjalne finansowane z coraz wyższych podatków.