Dziennik Gazeta Prawana logo

"Nikt nie zlecał zamordowania Olewnika"

9 grudnia 2009, 16:21
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Nikt nie zlecał zamordowania Olewnika"
Inne
"Nie wierzyłem i do dziś nie wierzę, by byli jacyś zleceniodawcy" - mówił przed sądem prokurator Zbigniew Kozłowski z Olsztyna, który nadzorował śledztwo w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika. Skarżył się także, że dowody, które przekazali śledczy z Warszawy, przyjechały do Olsztyna byle jak poupychane w ciężarówce. "To była masakra" - mówił.

Prok. Zbigniew Kozłowski z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, która oskarżała porywaczy i zabójców Krzysztofa Olewnika, zeznał przed sejmową komisją śledczą, że nie wierzy, by za tą zbrodnią stał jakiś zleceniodawca. Olsztyńska prokuratura przejęła w 2006 r. z Warszawy śledztwo ws. Olewnika.

Kozłowski po raz pierwszy zetknął się ze sprawą Olewnika w 2005 r., gdy był w Prokuraturze Krajowej. Wtedy razem z prok. Maciejem Forkiewiczem przejęli nadzór nad śledztwem, prowadzonym przez prok. Radosława Wasilewskiego w wydziale ds. zwalczania przestępczości zorganizowanej stołecznej Prokuratury Okręgowej. To wówczas śledztwu nadano właściwy bieg i udało się ustalić sprawców zbrodni.

W 2006 r. ówczesny Prokurator Krajowy Janusz Kaczmarek zdecydował jednak o przeniesieniu śledztwa do prokuratury Olsztynie. Stało się tak na skutek jednej z interwencji rodziny Olewników. Krewni Krzysztofa Olewnika uznali - opierając się o doniesienia mediów - że olsztyńska prokuratura dobrze ściga sprawców porwań.

Niedługo potem pochodzący z Olsztyna prokurator Kozłowski z przyczyn osobistych wrócił na Warmię i jako wiceszef olsztyńskiej prokuratury nadzorował śledztwo ws. śmierci Krzysztofa Olewnika. Jak zapewniał w środę, rodzina Olewników miała do niego nieograniczony dostęp.

"Włodzimierz Olewnik mówił, że sprawcy zabójstwa to tylko <siekiera>, czyli wykonawcy, a gdzieś jest <ręka>, która trzyma tę siekierę. A ja nie wierzyłem i do dziś nie wierzę, by byli jacyś zleceniodawcy" - zeznał w środę Kozłowski. Dodał, że przekonywał Olewnika, że "postępowanie karne to nie jest koncert życzeń". "Apelowałem, by przyjęli do wiadomości taką możliwość, że nawet jeśli mają rację (ws. istnienia zleceniodawcy zbrodni), to może się okazać, że nie ma na to dowodów" - dodał.

Kozłowski zeznał, że gdy miał przejmować sprawę z Warszawy, okazało się, że przekazane im dowody rzeczowe są niezewidencjonowane. "To była masakra. Przyjechał samochód dostawczy z Warszawy, a w nim było "coś". Nieopisane przedmioty. Kazałem wszystko odesłać do Warszawy i potem te dowody wracały do nas partiami" - mówił.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj