Lista odpowiedzialnych za patologie w WSI obejmuje też kolejnych szefów tych służb oraz dwóch generałów Wojska Polskiego, co po zarzutach stawianych WSI już wcześniej przez polityków PiS nie dziwi. A o co autorzy raportu oskarżają tych czterech polityków?
"Likwidatorzy WSI postawili tezę, że Lech Wałęsa jako prezydent budował w swojej kancelarii oraz w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego nieformalną i pozakonstytucyjną strukturę, która miała kontrolować i zlecać zadania UOP i WSI" - mówią rozmówcy DZIENNIKA znający raport. Z kolei ministrowie obrony narodowej mieli działać na szkodę państwa przez niedopełnienie obowiązków i niedopilnowanie służb wojskowych. Autorzy raportu uważają, że szefowie MON odpowiadają m.in. za zatrudnianie w WSI oficerów szkolonych w Moskwie, co czyniło z nich przybudówkę GRU, aferę w Wojskowej Akademii Technicznej, ustawianie przetargów, nielegalny handel bronią, a nawet niedopilnowanie prywatyzacji TP SA, co spowodowało, że w prywatne ręce poszła część łączności i infrastruktury używanej przez wojsko.
"To śmieszne" - komentuje zarzuty marszałek Sejmu Bronisław Komorowski (PO), wiceminister obrony w rządzie Tadeusza Mazowieckiego i minister tego resortu w rządzie Jerzego Buzka. "Akurat ja mogę coś powiedzieć na temat budowy nieformalnych struktur z udziałem służb specjalnych w BBN na początku lat 90., kiedy ściągnięto tam siedmiu oficerów WSW. Ale jak rozumiem, z tego nie czyni się zarzutu, bo dotyczyłoby odpowiedzialnych za raport polityków PiS" - mówi oburzony marszałek. Lech Kaczyński jako minister stanu w kancelarii Lecha Wałęsy nadzorował prace BBN, a Jarosław Kaczyński kierował prezydencką kancelarią.
Aneks do raportu z likwidacji WSI to obecnie najbardziej kłopotliwy dokument PiS i Lecha Kaczyńskiego. Macierewicz przesłał go do prezydenta jeszcze w listopadzie ubiegłego roku, czyli wtedy, kiedy po przegranych wyborach PiS oddawało władzę Platformie Obywatelskiej.
"Prezydent nie zdecydował jeszcze o odtajnieniu aneksu do raportu" - powiedziała DZIENNIKOWI wczoraj Małgorzata Bochenek, sekretarz stanu w kancelarii Lecha Kaczyńskiego. Antoni Macierewicz nie odbierał telefonu od DZIENNIKA.
"Prezydent nie wie, co ma zrobić z tym dokumentem" - przyznaje w nieoficjalnej rozmowie jeden z pracowników kancelarii. Już publikacja pierwszego raportu w lutym 2006 r. ściągnęła na głowę państwa gromy. Antoni Macierewicz zapowiadał dowody na przestępstwa, których miały się dopuszczać służby wojskowe od początku lat 90. Tymczasem okazało się, że materiał jest chaotyczny, zawiera mnóstwo błędów i przeinaczeń i ujawnia tajne dane agentów.
Lech Kaczyński ma tylko dwa wyjścia: opublikować raport albo przeciągać decyzję tak długo, jak się da. Ustawa, uchwalona zresztą za rządów PiS, nie daje mu prawa do dokonania żadnych zmian w dokumencie.
p
Bronisław Komorowski*: Za co?
A ja pamiętam, jak za czasów pracy braci Kaczyńskich w kancelarii Lecha Wałęsy do BBN przyjęto siedmiu oficerów i to jeszcze ze stażem w WSW. Zresztą nawet w pierwszym raporcie z likwidacji
tych służb trafiłem na informację, że takie kontakty były także z inspiracji ludzi ze służb. Więc kto tu nieformalne struktury budował?
To śmieszne. Kto jak kto, ale ja uważałem, że w wojsku i MSW potrzebne jest przyspieszenie zmian. Jestem jedynym człowiekiem, który może się pochwalić, że nadepnął tym służbom na
odcisk. To ja doprowadziłem do skutecznego oskarżenia szefa tych służb. Tylko dzięki temu, że się awanturowałem, że chodziłem do premiera Mazowieckiego, przed sądem stanął za palenie akt
WSW generał Edmund Buła. To wtedy przyszedł do mnie pewien generał WSI i mówił mi: "Po co to panu? Lepiej się od służb trzymać z daleka, to i one nie będą się panem
interesować".
Nie wiem, ale myślę, że jest w ogromnym kłopocie. Sam widzi, że z tych obietnic Macierewicza, że dostarczy dowody na jakieś straszne przestępstwa WSI, nic nie wyszło. Poza tym może chodzić
jeszcze o coś innego. Pamiętam, jak ludzie z BBN na początku lat 90. mówili mi, jakie są ich priorytety - kontrolować służby, przejąć handel bronią i stworzyć własny koncern medialny w
ramach konkurencji z PZPR.
Nie. Ktoś inny, ale z ówczesnego BBN. A generalnie to niepoważnie brzmią zarzuty takich weryfikatorów, których działalność doprowadziła do zniszczenia i poważnego osłabienia polskiego
wywiadu wojskowego. Prócz tego są chyba nieprzyzwoite zarzuty robione przez tych, którzy sami korzystali ze współpracowników o komunistycznej genealogii. Kłania sie tu między innymi sędzia
Kryże.
*Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu (PO)