Dziennik Gazeta Prawana logo

Marcinkiewicz odszedł, bo nie bronił Kaczyńskiego

27 maja 2008, 09:01
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Marcinkiewicz odszedł, bo nie bronił Kaczyńskiego
Inne
Lech Kaczyński stracił serce do Kazimierza Marcinkiewicza, bo ten nie był wystarczająco lojalny wobec jego brata. Według prezydenta, gdy krytykowano Jarosława Kaczyńskiego, ówczesny premier "nie był łaskawy" nawet się do niego odezwać. Dlatego wymógł decyzję, by Marcinkiewicza odsunąć.

Prezydent tłumaczył w Sejmie swoje słowa z porannego wywiadu w Polskim Radiu. Wyjaśniał, że nie mógł "kazać" - jak wcześniej powiedział - usunąć Marcinkiewicza, bo to była decyzja partii. Ale faktycznie wymógł ją na swoim bracie i jego współpracownikach.

Ze słów Lecha Kaczyńskiego wynika, że zawiódł się na Marcinkiewiczu, gdy PiS był pod obstrzałem opozycji i mediów. "Nie może być tak, że jedna osoba odpowiada za to, co się dzieje w państwie, zgodnie z konstytucją, w bardzo dużym stopniu, bo jednak władza premiera jest bardzo poważna, a druga, (która) niemal w istocie nie ma żadnego wpływu, jest odpowiedzialna - według opinii publicznej" - tłumaczył prezydent.

Prezydent powiedział o swoim wpływie na odejście Marcinkiewicza w radiowych "Sygnałach Dnia". Odrzucił też oskarżenia o to, że kazał go podsłuchiwać. "To jest jedna wielka bzdura. Ja byłem przeciwnikiem powołania pana Kazimierza Marcinkiewicza na premiera - tak, przyznaję. Mogę powiedzieć: nigdy nie kazałem go podsłuchiwać" - zapewnił Lech Kaczyński.

Prezydent po raz pierwszy odniósł się dziś do zarzutów stawianych mu przez Kazimierza Marcinkiewicza. Były premier w wywiadzie dla DZIENNIKA stwierdził, że Lech Kaczyński, gdy był prezydentem-elektem, prosił szefa ABW o założenie mu podsłuchu.

Były szef rządu twierdzi, że generał Witold Marczuk odmówił, ale sporządził notatkę, opisującą rozmowę z prezydentem. Jednak szef ABW zaprzecza również temu.

Lech Kaczyński nie kryje, że nie kibicował Marcinkiewiczowi, gdy ten pełnił funkcję premiera. I przyznaje, że to na jego polecenie szef rządu przestał nim być, a jego miejsce na czele gabinetu zajął Jarosław Kaczyński.

"Wyrzucić go kazałem, to jest prawda. I miałem świętą rację, bo premier musi być określonego formatu" - mówił prezydent w Polskim Radiu.

Zarzuty Marcinkiewicza w sprawie podsłuchu ma zbadać prokuratura.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj