"Szkalowanie prezydenta to łamanie prawa" - tak rano prezydencki minister Michał Kamiński skomentował zawartość "Przekazów dnia" - biuletynu przygotowywanego przez kancelarię premiera, o którym napisał DZIENNIK. "To opluwanie głowy państwa za pieniądze podatników" - oburzył się.

Reklama

Później Kamiński użył autorytetu Kancelarii Prezydenta i zwołał konferencję prasową, na której powtórzył zarzuty. Poinformował, że minister Anna Fotyga wysłała do kancelarii premiera pismo z prośbą o wyjaśnienie sytuacji.

Zdaniem Przemysława Gosiewskiego ujawnione przez DZIENNIK ściągawki, potwierdzają tylko hipotezę, że kancelaria premiera zajmuje się głównie PR. "Jeden jest od krawatu, drugi od garnituru, a trzeci od koszuli" - tak w Radiu ZET szef klubu PiS ocenił pracowników premiera.

Opracowania dla polityków PO nazwał "bardzo brutalnym, prymitywnym atakiem", który świadczy tylko o tym, że "do polskiej polityki wprowadza się słabość intelektualną". "Politycy Platformy są słabo rozwinięci intelektualnie, potrzebują śkrótów, obelg i inwektyw, by funkcjonować w polityce"" - stwierdził w Radiu ZET.

Kilka godzin później w imieniu całego klubu PiS zażądał od premiera Donalda Tuska przedstawienia Sejmowi informacji na temat ściągawek dla polityków PO oraz ujawnienia wszystkichprzygotowanych przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów "instrukcji medialnych".

"Mamy do czynienia z jedną z największych afer w ciągu ostatnich kilkunastu lat" - uważa Gosiewski. Jego zdaniem, afera ta "polega na tym, że służby Kancelarii Prezesa Rady Ministrów są wykorzystywane do oszczerczego nielegalnego ataku na konstytucyjne organy państwa polskiego, w tym na prezydenta RP, prezesa NBP oraz na legalnie działające partie polityczne".

Jan Dziedziczak, w radiu TOK FM, stwierdził z rozbrajającą szczerością: "Myśmy, oczywiście, mieli lepsze ściągi". Jego zdaniem, autorzy tych opracowań "powinni się wstydzić".

Byłego rzecznika rządu nie oburza fakt, że dla polityków są przygotowywane ściągawki, z których dowiadują się, co mają mówić. Ostatecznie PiS też radziło - i jak niedawno informował DZIENNIK - nadal doradza swoim posłom, co mają mówić. Bulwersuje go jednak fakt, że powstają one w kancelarii premiera, czyli ich wykonanie opłacane jest z pieniędzy podatników.

"Prawo i Sprawiedliwość przygotowywało różne warianty wypowiedzi. Ale robiła to partia, robiło to biuro prasowe PiS. Tutaj robi to departament w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów" - mówił Dziedziczak w TOK FM.

"To nie instrukcje, ściągi, ale monitoring wypowiedzi członków rządu i PO" - broni rządu szef klubu parlamentarnego PO, Zbigniew Chlebowski. "To nie jest tak, że to są sugerowane przekazy, których mają używać posłowie PO" - dodał. Jak dodał, takie informacje codziennie są rozsyłane przez Kancelarię Premiera do członków rządu, a na życzenie - także do klubu Platformy Obywatelskiej.

Zdaniem polityka PO, rząd w "takiej czy innej kwestii" powinien mówić tym "samym językiem. "Jeżeli to jest na podstawie monitoringu wypowiedzi, to ja w tym nic zdrożnego, ani dziwnego nie widzę" - podkreślił.

Szef klubu PO odpiera także zarzuty, jakoby dokumenty przygotowane w Kancelarii Premiera, miały sugerować jak krytykować prezydenta Lecha Kaczyńskiego. "To nieprawdziwa informacja. Nikt nie zwalcza prezydenta, to tylko normalna debata" - zapewnił Chlebowski.

Podobnie bronił się Sławomir Nowak, minister w kancelarii premiera. Tłumaczył, że to normalna praktyka nowoczesnych rządów. I na dowód pokazał adresy mailowe, które w bazie danych rządu zostały w spadku po poprzednikach z PiS. Byli tam politycy Prawa i Sprawiwedliwości, Kancelarii Prezydenta.