"Nigdy nie przypuszczałem, że coś takiego może się zdarzyć. Przez kolejnych 7 tygodni codziennie tabloidy (żeby tylko) wypisywały kłamstwa i insynuacje pomieszane z prawdą, często przy użyciu ostrych, bezczelnych słów na temat mój, mojej partnerki i rodziny. Kto to wytrzyma? To nie ja, tylko niektóre media urządziły ten żenujący spektakl, dla swojego usprawiedliwienia przerzucając winę na mnie" - pisze Marcinkiewicz na swoim blogu na Onet.pl.

>>>Marcinkiewicz stracił pracę przez Isabel?

Dodaje: "Zapewne na początku tej histerii, jeszcze w styczniu popełniłem błąd, udzielając w dobrej wierze wypowiedzi złym ludziom, a potem broniąc się przed kłamstwem, udzielając dwóch czy trzech prasowych i telewizyjnych wywiadów. Przez te błędy bezwiednie naraziłem Państwa na zalew nikomu niepotrzebnych, zupełnie kretyńskich seriali, za które mogę jedynie przeprosić."

"Już nie tylko <w buciorach> sięga się do mojego życia prywatnego, utrudniając je niemiłosiernie, ale dalej próbuje się uniemożliwić pracę zawodową. Zupełnie bez podstaw, wskazuje się mnie jako przyczynę wzrostu wartości złotego (prawdopodobnie chodziło o osłabienie wartości złotego - red.). Jakbym z samolotu z Londynu <światowy kryzys> dowoził co tydzień do naszego kraju. Może dlatego straż graniczna zaprosiła mnie nawet na osobiste przeszukanie - oczywiście nic, także kryzysu nie znalazła" - ciągnie były premier.

Marcinkiewicz odgryza się nie tylko mediom, ale także politykom. Szczególnie Zbigniewowi Ziobrze i Jackowi Kurskiemu. "Na przykład część polityków, niestety z tych samych powodów co dziennikarze zaczęła mówić o mnie - Kazio. Mówić do prawie 50-cio letniego człowieka Kazio to strasznie dziwaczne. Rozumiem, że próbują ośmieszyć mnie, choć raczej ośmieszają siebie. Nie spodziewałem się bowiem, że w tym środowisku tak zdrobniale i czule mężczyźni mówią do mężczyzn. Zbigniewie i Jacku, może rzeczywiście <przy takiej czułości> lepiej jeśli będziecie startować do Parlamentu Europejskiego, tam będzie wam łatwiej z <tym> żyć".

>>>Marcinkiewicz to nadęty prowincjusz?

"Nigdy nie działałem na szkodę Polski, także teraz, pracując w biznesie uczciwie zarabiam, wykorzystując moją wiedzę i zdobyte doświadczenie. Bank, dla którego pracuję wyjaśnił nieporozumienie, do jakiego doprowadził komunikat dotyczący wartości złotówki i zapewnił, że nigdy nie działał na szkodę naszego kraju. Mimo to zostałem oskarżony nawet o zdradę stanu. (...) To wierutne kłamstwo. Zawsze staram się służyć Polsce. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, niech udowodni, a nie kłamie i insynuuje" - pisze Marcinkiewicz.

I kończy tak: "Mówi się <media to czwarta władza>. Już kiedyś wskazywałem, że właściwie media nie są władzą, bo tę przecież zawsze można zmienić. Media są siłą, jak siła grawitacji, działającą ciągle bez naszego wpływu. Szkoda, że część mediów działa nie w imieniu prawdy, tylko politycznych interesów czy też zwyczajnie finansowych. To ciekawe, że najlepsi dziennikarze nie zajmują się moim życiem prywatnym i rozsądnie podchodzą do kwestii zawodowych. Po okresie komunizmu dławiącego wolność słowa, prawo wychyliło się w drugą stronę. Jest to prawo działania mediów, wobec których zwyczajny człowiek, nawet były premier, nie ma żadnych praw."

>>>Marcinkiewicz wyśmiewany za Isabel

Były premier zapowiada jednak, że nie zamierza odchodzić w cień: "Mimo to nie poddam się. Słowa, których używacie wobec mnie i moich najbliższych, na pewno bolą, ale świadczą nie o mnie, tylko o was i o waszych kompleksach, ja będę żył normalnie."