"Nie zgadzamy się z prognozą Komisji Europejskiej. Uważamy, że jest ona błędna. Nasze prognozy, według których dalej przewidujemy wzrost gospodarczy w Polsce, są bardziej wiarygodne" - przekonywał.
Wczoraj jednak już zmienił ton. "Zakładamy, że Polska w 2009 r. odnotuje wzrost gospodarczy, ale biorąc pod uwagę dużą niepewność, - oświadczył w rozmowie z "FT" Rostowski.
>>>Natalli-Świat: Rostowski się skompromitował
Minister finansów po raz pierwszy tak wyraźnie dał też do zrozumienia, że dotychczasowego planu przyjęcia euro będzie bardzo trudno dotrzymać . "Termin 1 stycznia 2012 r. jest nadal realny, ale może wymagać pewnej zwłoki. Gdy nadciąga światowy kryzys, naiwnością byłoby udawanie, że nie ma on żadnego wpływu. Jeśli termin zostanie przesunięty o rok, nie będzie to koniec świata" - powiedział brytyjskiemu dziennikowi Rostowski.
Do tej pory oceny naszej gospodarki przez rząd i KE różniły się radykalnie
Ale ekonomiści są zdziwieni wypowiedzią Rostowskiego, bo w ciągu ostatniego tygodnia nie pokazały się żadne nowe dane mówiące o zmianie sytuacji. Uważają, że zmiana tonu wobec prognoz komisji to przygotowywanie gruntu pod czerwcową nowelizację budżetu. Minister szuka też alibi do przesunięcia terminu wejścia do strefy euro. "Z powodu ekonomicznych zawirowań najwcześniejszym terminem przyjęcia euro jest rok 2015. Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego rząd nie będzie jednak chciał tego powiedzieć otwartym tekstem" - przekonuje były wiceminister finansów prof. Stanisław Gomułka.
A były minister finansów Mirosław Gronicki zarzuca resortowi zbytni optymizm. a resort finansów zakłada w tym okresie znaczny wzrost przychodów podatkowych. To, czy Komisja Europejska trafi z prognozami, nie ma większego znaczenia. Ważne, jak z narastającymi problemami poradzi sobie Ministerstwo Finansów, a tu nie mamy żadnych zapowiedzi" - mówi Gronicki.