"Symboliczny wymiar ma to, że obchodzę rocznicę 4 czerwca na sali sądowej, oskarżony o zbrodnię komunistyczną wprowadzenia stanu wojennego" - nie krył rozżalenia Wojciech Jaruzelski.

>>>Nie zaprosili Jaruzelskiego. SLD oburzony

Dla lewicy wyznaczenie takiego terminu rozprawy było celowe. "Chodziło o upokorzenie tych ludzi i pokazanie, że do przemian przed 20-laty doprowadziła tylko jedna strona" - powiedział DZIENNIKOWI szef SLD Grzegorz Napieralski. I przypomniał, że obaj oskarżeni byli autorami okrągłego stołu, który doprowadził do wyborów 4 czerwca. Gen. Czesław Kiszczak wskazywał nawet swoje zasługi "to ja zaproponowałem <Solidarności> obrady okrągłego stołu, a potem 165 miejsc w Sejmie dla kandydatów opozycji" - mówił dziennikarzom po rozprawie.

>>>Wałęsa odmawia Jaruzelskiemu honoru

Platforma jednak widzi tą sprawę zupełnie inaczej. "Spadkobiercom PZPR trudno zrozumieć, że w demokratycznym państwie sądy są niezawisłe" - komentuje Jarosław Gowin z PO. I zapewnia, że nikt z koalicji rządowej nie miał nic wspólnego z wyznaczaniem terminu rozprawy. Po czym stwierdza twardo: "jest w tej sytuacji coś symbolicznego, bowiem miejsce Jaruzelskiego i Kiszczaka jest na ławie oskarżonych, a nie na uroczystościach rocznicowych".