Trwa listowna szermierka między CBA a prokuraturą. We wtorek ujawniliśmy, że Mariusz Kamiński wysłał w ubiegłym tygodniu pismo do Prokuratury Okręgowej w Warszawie i do ministra sprawiedliwości. Informował w nim, że jego biuro chce się włączyć w śledztwo dotyczące przecieku w aferze gruntowej. Kamiński napisał, że ma wiedzę i nowe dowody, które w końcu pozwolą wskazać, kto ostrzegł Andrzeja Leppera tuż przed finałem operacji CBA. I wystąpił do prokuratury o możliwość zapoznania się z aktami śledztwa i przyznania CBA statusu pokrzywdzonego. Gdyby biuro zostało dopuszczone przez prokuraturę do śledztwa, wówczas mogłoby złożyć dowody, o których Kamiński w swym piśmie wspomniał, ale ich nie wymienił.

Reklama

>>>Lepperowi pętla zaciska się wokół szyi

Ale zamiast przyznać CBA status pokrzywdzonego, prokurator Andrzej Janecki wezwał szefa antykorupcyjnego biura jako świadka dziś na przesłuchanie.

Tyle że według naszych informacji taka formuła Mariusza Kamińskiego nie zadowala. Dlatego w środę napisał kolejne pismo do prokuratury i ministra Czumy. Jak ustalił DZIENNIK, szef CBA informuje w nim, że jako świadek został już przesłuchany zaraz po ujawnieniu przecieku. I nadal twierdzi, że jego biuro powinno zostać uznane przez śledczych za stronę pokrzywdzoną w tej sprawie i mieć możliwość wglądu w akta śledztwa. "Nie komentujemy tej sprawy" - ucina Temistokles Brodowski, rzecznik CBA, kiedy chcieliśmy go spytać o powody wysłania drugiego listu.

Przeciwny nadaniu CBA statusu pokrzywdzonego jest Sebastian Karpiniuk z PO, szef komisji śledczej, która bada domniemane naciski na służby specjalne i prokuraturę w czasach rządów PiS."CBA nie może zostać pokrzywdzonym w tej sprawie, bo jedna z wersji prokuratury zakłada, że to właśnie z biura nastąpił przeciek" - dowodzi Karpiniuk, który ostatnio zasłynął lansowaniem tezy, że nie było ani afery gruntowej, ani przecieku. "Prokuraturze nie zależy na wyjaśnieniu tej sprawy. Dlatego spodziewam się, że obecna ekipa rządząca wymiarem sprawiedliwości będzie blokować możliwość składania wniosków dowodowych przez CBA" - ripostuje Arkadiusz Mularczyk, reprezentant PiS w komisji naciskowej.

Śledztwo trwające od lipca 2007 r. zatrzymało się na ustaleniach zaprezentowanych 31 sierpnia 2007 r. na słynnej multimedialnej konferencji przez prokuratora Jerzego Engelkinga. Kluczowymi ogniwami przecieku mieli być kolejno: Janusz Kaczmarek, Ryszard Krauze, poseł Samoobrony Lech Woszczerowicz i w końcu wicepremier Andrzej Lepper.