Andrzej Lepper wciąż toczy bój z ukraińskimi urzędnikami. Żywność z Polski jest niskiej jakości i dopóki się to nie zmieni, utrzymamy zakaz importu - twardo oznajmił dziś Główny Inspektor Weterynaryjny Ukrainy. Lepper jest wściekły i nazywa to decyzją polityczną.
Jeśli nasze władze nie popracują nad jakością kwestia zakazu importu polskiego mięsa nie zostanie rozwiązana - powiedział Główny Inspektor Weterynaryjny Ukrainy
Iwana Bisiuka. Takie stanowisko jest niedorzeczne dla Andzeja Leppera. "Jakość polskiej żywności spełnia wszystkie normy i nikt nie kwestionuje jakości polskiej żywności, tylko Bisiuk" -
mówi zdenerwowany minister rolnictwa.
Dla niego ta decyzja nie ma nic wspólnego z dbałością o żołądki, a z czystą polityką. Niedorzeczne wydają się też inne argumenty ukraińskiej strony, że nasze służby weterynaryjne nie kontrolują sytuacji na granicy i przymykają ciągle oczy na przypadki przemytu mięsa. A prawo Unii mówi tu jasno. To nie kraje, z których wyjeżdża żywność są odpowiedzialne za jego kontrolę, ale te, do których ono wjeżdża.
Iwan Bisiuk jest twardym graczem. Andrzej Lepper ma więc twardy orzech do zgryzienia.
Dla niego ta decyzja nie ma nic wspólnego z dbałością o żołądki, a z czystą polityką. Niedorzeczne wydają się też inne argumenty ukraińskiej strony, że nasze służby weterynaryjne nie kontrolują sytuacji na granicy i przymykają ciągle oczy na przypadki przemytu mięsa. A prawo Unii mówi tu jasno. To nie kraje, z których wyjeżdża żywność są odpowiedzialne za jego kontrolę, ale te, do których ono wjeżdża.
Iwan Bisiuk jest twardym graczem. Andrzej Lepper ma więc twardy orzech do zgryzienia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl