Nie słabnie afera wokół szefa Kancelarii Prezydenta. Andrzej Urbański podał się do dymisji. A wszyscy z zapartym tchem czekają na decyzję Lecha Kaczyńskiego. Czy ją przyjmie?
Pod koniec lat 90. Andrzej Urbański był wspólnikiem oskarżonego o korupcję Ryszarda Nawrata, prominenta SLD. Udziałów w firmie pozbył się w 2001 roku, ale w
dalszym ciągu figuruje jako jej prezes w Krajowym Rejestrze Sądowym. Łącząc funkcję publiczną z biznesem, łamie ustawę antykorupcyjną!
Sam zainteresowany podał się do dymisji. Wciąż przekonuje jednak, że jest niewinny, ale uznał, że do czasu całkowitego wyjaśnienia sprawy nie może pełnić funkcji. O tym, czy Lech Kaczyński przyjmie dymisję Urbańskiego, dowiemy się za kilka dni. Jednak prezydencka kancelaria broni szefa.
"Spółki Kalejdoskop-Nowa Korporacja, której udziałowcem miałby być nadal szef Kancelarii Prezydenta Andrzej Urbański, nie ma w Krajowym Rejestrze Sądowym, więc informacja mediów na ten temat jest nierzetelna, a on sam nie złamał prawa" - powiedział dziennikowi.pl sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Maciej Łopiński. Problem tylko w tym, że data na sądowym wyciągu jest dzisiejsza, a rozmowę z dziennikarzami o kontrowersyjnej firmie Andrzej Urbański przeprowadził w środę!
To, czy Urbański złamał prawo, bo jednocześnie pełnił funkcję publiczną i był prezesem firmy, jest sprawą ważną, ale drugorzędną! Najbardziej bulwersuje, że człowiek prezydenta i Prawa i Sprawiedliwości miał konszachty z prominentem SLD, w dodatku uwikłanym w korupcję. Prezes PiS-u jest jednak nieskory do potępiania: "To sprawa sprzed lat. Nie wiedział, z kim ma do czynienia" - usprawiedliwia Urbańskiego Jarosław Kaczyński.
W obronie Urbańskiego stanął też były wspólnik Ryszard Nawrat. Mimo że sam jest w niezłych tarapatach, bo czeka go proces o korupcję, dziś za Andrzejem Urbańskim stanął murem. Wyjaśnił, że spotkali się na imprezie pod koniec lat 90. i na tyle przypadli sobie do gustu, że połączyli siły i stworzyli firmę. Zajmowali się produkcją telewizyjną. Każdy wyłożył na firmę po 50 tysięcy złotych. Całością rządził Urbański, a Nawrat nie dość, że poddał się jego władzy, to w dodatku nic nie zarobił. "Jeszcze dopłaciłem do tego interesu" - mówi biznesmen. Ta wspólna przygoda skończyła się między 1999 a 2001 rokiem - tak przypomina sobie Nawrat.
Sam zainteresowany podał się do dymisji. Wciąż przekonuje jednak, że jest niewinny, ale uznał, że do czasu całkowitego wyjaśnienia sprawy nie może pełnić funkcji. O tym, czy Lech Kaczyński przyjmie dymisję Urbańskiego, dowiemy się za kilka dni. Jednak prezydencka kancelaria broni szefa.
"Spółki Kalejdoskop-Nowa Korporacja, której udziałowcem miałby być nadal szef Kancelarii Prezydenta Andrzej Urbański, nie ma w Krajowym Rejestrze Sądowym, więc informacja mediów na ten temat jest nierzetelna, a on sam nie złamał prawa" - powiedział dziennikowi.pl sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Maciej Łopiński. Problem tylko w tym, że data na sądowym wyciągu jest dzisiejsza, a rozmowę z dziennikarzami o kontrowersyjnej firmie Andrzej Urbański przeprowadził w środę!
To, czy Urbański złamał prawo, bo jednocześnie pełnił funkcję publiczną i był prezesem firmy, jest sprawą ważną, ale drugorzędną! Najbardziej bulwersuje, że człowiek prezydenta i Prawa i Sprawiedliwości miał konszachty z prominentem SLD, w dodatku uwikłanym w korupcję. Prezes PiS-u jest jednak nieskory do potępiania: "To sprawa sprzed lat. Nie wiedział, z kim ma do czynienia" - usprawiedliwia Urbańskiego Jarosław Kaczyński.
W obronie Urbańskiego stanął też były wspólnik Ryszard Nawrat. Mimo że sam jest w niezłych tarapatach, bo czeka go proces o korupcję, dziś za Andrzejem Urbańskim stanął murem. Wyjaśnił, że spotkali się na imprezie pod koniec lat 90. i na tyle przypadli sobie do gustu, że połączyli siły i stworzyli firmę. Zajmowali się produkcją telewizyjną. Każdy wyłożył na firmę po 50 tysięcy złotych. Całością rządził Urbański, a Nawrat nie dość, że poddał się jego władzy, to w dodatku nic nie zarobił. "Jeszcze dopłaciłem do tego interesu" - mówi biznesmen. Ta wspólna przygoda skończyła się między 1999 a 2001 rokiem - tak przypomina sobie Nawrat.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl