Zwycięstwo PiS w wyścigu o sympatię wyborców jest zaskakujące, bo od kilku miesięcy liderem sondaży była - choć nieznacznie - PO. Obie partie wyraźnie dystansowały rywali. Stawkę ugrupowań mających szansę dostać się do parlamentu zamykały Samoobrona i SLD, z tym że formacja Andrzeja Leppera miała zwykle notowania nieco lepsze. Z kolei PSL i LPR od jakiegoś czasu nie przekraczały pięcioprocentowego progu, gwarantującego uzyskanie mandatów.
Tymczasem w ciągu ostatnich dwóch tygodni dramatycznie spadły notowania Platformy (do 24 proc.), zaś notowania PiS poszybowały w górę do 28 proc. Samoobrona, LPR i PSL są na granicy błędu statystycznego. Martwić się natomiast powinien Sojusz Lewicy Demokratycznej - z sondażu wynika, że partia nie przekroczyłaby progu wyborczego. Słowem, nici z mandatów poselskich.
Z sondażu "Rzeczpospolitej" wynika, że gdyby wybory do parlamentu były dziś, w sejmowych ławach zasiedliby przedstawiciele tylko trzech partii - PiS, PO i Samoobrony.
Prowadzące w rankingu Prawo i Sprawiedliwość otrzymałoby aż 213 mandatów (znacznie więcej, niż ma dziś), PO - 185, Samoobrona - 60. Oznaczałoby to, że PiS-owi brakowałoby tylko
18 mandatów, by samodzielnie stworzyć rząd.