Nie dość, że wiceszef rządu wygodnie leci za nasze pieniądze, to jeszcze podróż uprzyjemnia sobie wykwintnym jedzeniem i napojami. Podczas trzech wojaży w lipcu Lepper zafundował sobie catering. Przy okazji ostatniego lotu wydał na poczęstunek 1100 złotych, a podczas dwóch poprzednich - ponad 500 i ponad 300 złotych.
Rachunek jest prosty: wicepremier wypił i zjadł za prawie 2 tys. zł, czyli za tyle, ile wynosi średnia pensja w naszym kraju. Ale najwięcej będą nas kosztować same przeloty. Każdy lot Leppera w dniach 1, 22 i 25 lipca to 5 tysięcy złotych, zabrane z państwowej kasy.
Co na to wicepremier? Do winy się nie poczuwa. "Nie latałem tam prywatnie, tylko służbowo na imprezy, które objąłem patronatem. A to, że przy okazji odwiedziłem rodzinę, to źle? Co, nie miałem dzieciaków zobaczyć? Pewnie, że można taniej tam dojechać. Najtaniej jest rowerem" - mówi "Dziennikowi Bałtyckiemu" Lepper.