Zachowanie wicepremiera jest skandaliczne. Nie dość, że wiceszef rządu wygodnie lata za nasze pieniądze, to jeszcze podróż uprzyjemnia sobie wykwintnym jedzeniem i napojami. Podczas trzech przelotów w lipcu Lepper zafundował sobie catering.
Na poczęstunek wydał łącznie prawie 2 tys. zł, czyli tyle, ile wynosi średnia pensja w naszym kraju. Ale najwięcej będą nas kosztować same przeloty. Każdy lot Leppera w dniach 1, 22 i 25 lipca to 5 tys. złotych, zabrane z państwowej kasy. To daje w sumie prawie 17 tys. złotych.
Sam wicepremier broni się, że latał do domu przy okazji imprez, które patronował. "To jeszcze gorzej o nim świadczy. Naciąga prawo, żeby naciągać Polaków. To niemoralne" - nie kryje oburzenia w dzienniku.pl Piotr Maciej Kaczyński, politolog z Instytutu Spraw Publicznych.
Podobnie zniesmaczony postawą wiceszefa rządu jest etyk prof. Jacek Hołówka z Uniwersytetu Warszawskiego. "Teraz w polityce w ogóle nie można mówić o etyce. Bo co to ma być? Wystarczy, żeby kurczowo trzymać się prawa, a przy tym korzystać z przywilejów ile wlezie. Żadnej ludzkiej przyzwoitości" - komentuje w dzienniku.pl prof. Hołówka.
Co na to sam wicepremier? Do winy się nie poczuwa. "Co, nie miałem dzieciaków zobaczyć? Pewnie, że można taniej tam dojechać. Najtaniej jest rowerem" - powiedział Lepper.
Powinien wziąć przykład z ministra spraw zagranicznych Luksemburga, który na spotkanie z premierem Chorwacji przyjechał na rowerze właśnie, pokonując niebagatelną trasę - 1200 km. A Luksemburg jest bogatszy niż Polska.