Tłumaczy, że bardzo się spieszył. Ale jak ujawnił "Fakt", Kurski notorycznie łamie zakazy parkowania. Policja, i straż miejska udaje, że nie widzi łamiącego przepisy poselskiego auta. Być może oślepia ich plakat Prawa i Sprawiedliwości, który poseł umieścił za tylną szybą swojego samochodu? Nie wiadomo. Tak czy owak, wyjątkowym traktowaniem Kurskiego są oburzeni pracownicy lotniska. "W dobie walki z terroryzmem takie zachowanie jest niedopuszczalne" - mówi wieloletni pracownik gdańskiego lotniska. Inny dodaje, że gdyby samochód należał do zwykłego śmiertelnika, już dawno zostałby odholowany.
Kurski niewiele sobie jednak robi z oskarżeń i swój czyn bagatelizuje. "To był stan wyższej konieczności! Musiałem być we wtorek o godz. 9 w Warszawie. Jedynym możliwym wyjściem był lot o 5.45. Na lotnisku byłem w ostatniej chwili" - tłumaczy się "Faktowi" Kurski. Dodaje, że żałuje tego, co zrobił i niechętnie zapewnia, że mandat zapłaci.
Jak zauważył "Fakt", to jednak nie pierwszy raz, gdy Kurski złamał przepisy. Dobrze, że przynajmniej teraz dostanie za to mandat. Bo gdańska policja zapewnia, że bez tego się nie obejdzie.