To były koszmarne czasy. Milicjant z bydgoskiej drogówki został bezwzględnie potraktowany przez swojego przełożonego. Choć nie było zarzutów co do jego pracy, Kiszczakowi przeszkadzało, że mundurowy ślubował swojej żonie w kościele. Minister spraw wewnętrznych poszperał też w życiorysie funkcjonariusza i znalazł w jego rodzinie duchownych. To wystarczyło, żeby bez skrupułów pozbawić go środków do życia. I w 1985 roku wywalić głowę rodziny z hukiem z roboty.

Na szczęście czasy się zmieniły. Teraz to okrutny szef ma kłopoty. Czesław Kiszczak odpowie za dyskryminację religijną - takie zarzuty postawił mu prokurator gdańskiego IPN. Komunistyczny minister nie przyznaje się do winy. Ale jeśli śledczy mu ją udowodnią, Kiszczak może posiedzieć za kratami trzy lata.