Dziennik Gazeta Prawana logo

Marcinkiewicz do PiS: Nie chcę ulicznej zadymy

12 października 2007, 13:45
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
"W Polsce nie potrzeba zawieruchy" - grzmi Kazimierz Marcinkiewicz przed sobotnimi manifestacjami politycznymi. I apeluje do swojej partii, by nie wychodziła na ulice. Wczoraj prosił o to samo LPR i PO. Boi się, że marsze skończą się zadymą.

Listy do Donalda Tuska i Romana Giertycha już wysłane. Kazimierz Marcinkiewicz wzywa w nich obie partie, żeby odwołały demonstracje. Taki sam list dostanie w kopercie premier Jarosław Kaczyński. Marcinkiewicza, który pełni obowiązki głowy stolicy, przeraża perspektywa, że z trzech gigantycznych wieców zrobi się jedna wielka zadyma.

Na domiar złego Marcinkiewicz dostał sygnały, że do demonstracji chcą dołączyć, jak mówi, "środowiska o charakterze skrajnym". Czyli skinheadzi i inne typki, które tylko szukają okazji, żeby komuś przylać.

Dlatego Marcinkiewicz apeluje do zdrowego rozsądku polityków. Twierdzi, że to to zły moment, żeby w Polsce organizować manifestacje. "Atmosfera wojenna, nieustające ataki, nieustająca gorąca atmosfera polityczna" - wstrząsa się na samą myśl. "Teraz potrzeba spokojnej debaty" - dodaje.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj