Listy do Donalda Tuska i Romana Giertycha już wysłane. Kazimierz Marcinkiewicz wzywa w nich obie partie, żeby odwołały demonstracje. Taki sam list dostanie w kopercie premier Jarosław Kaczyński. Marcinkiewicza, który pełni obowiązki głowy stolicy, przeraża perspektywa, że z trzech gigantycznych wieców zrobi się jedna wielka zadyma.
Na domiar złego Marcinkiewicz dostał sygnały, że do demonstracji chcą dołączyć, jak mówi, "środowiska o charakterze skrajnym". Czyli skinheadzi i inne typki, które tylko szukają okazji, żeby komuś przylać.
Dlatego Marcinkiewicz apeluje do zdrowego rozsądku polityków. Twierdzi, że to to zły moment, żeby w Polsce organizować manifestacje. "Atmosfera wojenna, nieustające ataki, nieustająca gorąca atmosfera polityczna" - wstrząsa się na samą myśl. "Teraz potrzeba spokojnej debaty" - dodaje.