"Wróciliśmy do tego, co jest najbardziej racjonalne. Wybory przeprowadzone teraz przyniosłyby, za sprawą taśm, koalicję PO-SLD. To byłoby dla Polski prawdziwe nieszczęście" - tłumaczy premier. I dodaje, że współrządzenie z Andrzejem Lepperem to nie najlepszy wariant, ale najlepszy z możliwych.
Ma też zastrzeżenia do Romana Giertycha. "Nie twierdzę, że jestem entuzjastą wszystkich propozycji ministra Giertycha, ale polska szkoła zmienia się dziś zdecydowanie na lepsze. W ostatnich latach mieliśmy do czynienia z sodomą i gomorą, uczniowie bili nauczycieli, panował terror silniejszych nad słabszymi, a często zdolniejszymi" - wylicza premier. I dlatego dał Giertychowi wolną rękę w dyscyplinowaniu uczniów.
A największa porażka 100 dni gabinetu? Prowokacja Renaty Beger. "Życzyłbym sobie, by nie było taśm nagranych dzięki pani Beger w roli głównej. Wolałbym, żebyśmy się nie dali wciągnąć w tę prowokację. To jest tak samo moja wina, nie mogę tu zwalać odpowiedzialności na Adama Lipińskiego" - mówi z żalem Jarosław Kaczyński.