Cezary Michalski: Pani kanclerz Angela Merkel powiedziała przed spotkaniem z panem premierem: „Po wielkich cierpieniach wyrządzonych Polsce przez hitlerowskie Niemcy mamy teraz
szansę wspólnego działania dla Europy ”. Czy przynajmniej w dziedzinie polityki historycznej państwo się porozumieją?
Jarosław Kaczyński: Z pewnością jest to sformułowanie budzące nadzieję. Ale złą historię między naszymi narodami musimy zamknąć nie tylko w aspekcie historyczno-moralnym, ale także w
tej części, która sięga teraźniejszości i przyszłości. Czyli ustać muszą niemieckie roszczenia odnoszące się do własności w Polsce.
Angela Merkel powiedziała też, że „granice między Niemcami i Polską są ustalone, a rząd federalny nie popiera indywidualnych roszczeń majątkowych Niemców wobec
Polski”.
To sformułowanie znane i ono niestety nie wystarcza, bo trzeba tę sprawę załatwić tak, by te roszczenia już w sposób oczywisty i ostateczny nie miały żadnych podstaw.
Czego w takim razie będzie się pan domagał w Berlinie?
Być może wystarczyłoby wycofać wymianę listów między rządami niemieckim i polskim z 1991 roku, że gwarancja nienaruszalności granic nie rozwiązuje problemów indywidualnych roszczeń
własnościowych. Rozumiem trudną sytuację rządu niemieckiego, ale z drugiej strony Polacy, szczególnie na ziemiach zachodnich, nie mogą pozostawać w sytuacji własnościowej niepewności i
destabilizacji. Rząd niemiecki musi przyjąć do wiadomości, że z polskiego punktu widzenia mamy do czynienia z tzw. nabyciem pierwotnym i że tego nie będzie się już nigdy
kwestionowało.
Co jeszcze można załatwić przy okazji tego spotkania?
Po mojej rozmowie z Angelą Merkel powinno się stać jasne, że nie mamy dzisiaj do czynienia z pogorszeniem stosunków polsko-niemieckich. A już na pewno żadna katastrofa nie wydarzyła się w
wyniku zmiany władzy w Polsce.
Jednak nasze wzajemne stosunki nie rozwijają się ostatnio najlepiej, są wręcz trochę w zaniku.
To właśnie jeden z mitów, zarówno jeśli chodzi o stosunki ekonomiczne, jak też politykę. Niemcy trafili na taki rząd w Warszawie, który głośno mówi o polskich interesach. To może na
początku zaskakiwać, ale później pomoże w ustaleniu kompromisu. Także za spór wokół Gazociągu Północnego nie odpowiada Polska. To błąd polityczny Schroedera, oprotestowany po raz
pierwszy już przez rząd Leszka Millera. W stosunkach polsko-niemieckich są problemy przekraczające horyzont istnienia tego czy innego rządu. I właśnie o nich będę rozmawiał z panią
kanclerz.