Kto by nie chciał tak "pracować"? Służbowy samochód, telefon komórkowy i średnio cztery godziny pracy dziennie... A w kieszeni co miesiąc ponad 8 tys. zł (13 tys. brutto). Takie sielskie życie prowadzi Tomasz Borysiuk - wybranek szefa Samoobrony Andrzeja Leppera i lidera LPR Romana Giertycha. To oni rekomendowali go na członka KRRiTV.
Pewnie to właśnie za sprawą tak ważnych patronów Borysiuk pozwala sobie na wszystko. Nawet na to, by bez uprzedzenia nie przyjść sobie do pracy. Ot tak! Bo co? W ubiegły poniedziałek w pracy nie pojawił się wcale, o czym nie uprzedził nawet własnej asystentki. Pewnie dlatego, że we wtorek musiał się nieco wysilić, bo miał kilkugodzinną naradę.
Ale spokojnie! Borysiuk nadrobił ten czas w środę. Wpadł do roboty na 10.00, ale większość dnia spędził na paleniu papierosów i podziwianiu wozów zaparkowanych pod siedzibą rady. To też go jednak zmorzyło i już o godz. 14 pomknął do domu. To raj nie praca! Szkoda tylko, że za lenistwo Borysiuka płacimy my wszyscy - oburza się "Fakt".