Nie pomogło wsparcie premiera, popularnego ministra sprawiedliwości, prezydenta Wrocławia i Jana Rokity. Wystawiony przez PiS, Ryszard Terlecki w wyścigu o fotel prezydenta Krakowa przegrał z Jackiem Majchrowskim - pisze DZIENNIK.
"Zamiast obiecywanego centrum sportowo-wystawienniczego buduje nam slumsy na Ruczaju, zamiast nowych osiedli prezydent Krakowa proponuje komunalne getta"
- tak minioną kadencję Majchrowskiego kwitował Terlecki w swoim spocie wyborczym. Prezydent protestował, ale w sądzie nic nie wskórał. Spot pokazywano dalej. Co więcej, na tle kolejnych
widowiskowych aktów poparcia dla Terleckiego, kampania Majchrowskiego przed drugą turą wydawała się zupełnie niemrawa. Najgłośniejszy gest poparcia, jakim przez ostatnie dwa tygodnie mógł
się cieszyć kandydat lewicy, przyszedł ze strony kilku tamtejszych polityków... LPR, którym nie spodobała się hipisowska przeszłość Terleckiego.
Przyspieszenie ze strony PiS w końcówce kampanii jednak nie pomogło. Ale też od początku było wiadomo, że będzie trudno. Po pierwszym starciu Terlecki tracił do Majchrowskiego 16 proc. głosów. Zresztą już wejście do drugiej tury dyrektora krakowskiego oddziału IPN było niespodzianką. Sondaże bowiem wskazywały, że wyprzedza go poseł PO Tomasz Szczypiński. Ostatecznie Szczypiński w pierwszej turze zajął trzecie miejsce.
Terlecki od początku stawiał jasno sprawę: chcę rządzić z PO. Ale taka deklaracja kłóciła się z przyjętą w centrali Platformy strategią: przede wszystkim walczyć z PiS. Zgodnie z tym zaleceniem Szczypiński ogłosił, że poprze kandydata lewicy, na którego zresztą już w pierwszej turze zagłosowała w Krakowie jedna trzecia wyborców PO. Burza wybuchła, kiedy lider PO Jan Rokita niemal równo na tydzień przed wyborami nagle zaapelował: głosujcie na Terleckiego, po czym pokazał się z nim w wyborczej reklamówce.
"To niemądre. W ten sposób Rokita zaszkodził partii" - zirytował się szef PO Donald Tusk, dla którego priorytetem była walka o Warszawę, gdzie Hanna Gronkiewicz-Waltz potrzebowała poparcia lewicowego elektoratu.
Przyspieszenie ze strony PiS w końcówce kampanii jednak nie pomogło. Ale też od początku było wiadomo, że będzie trudno. Po pierwszym starciu Terlecki tracił do Majchrowskiego 16 proc. głosów. Zresztą już wejście do drugiej tury dyrektora krakowskiego oddziału IPN było niespodzianką. Sondaże bowiem wskazywały, że wyprzedza go poseł PO Tomasz Szczypiński. Ostatecznie Szczypiński w pierwszej turze zajął trzecie miejsce.
Terlecki od początku stawiał jasno sprawę: chcę rządzić z PO. Ale taka deklaracja kłóciła się z przyjętą w centrali Platformy strategią: przede wszystkim walczyć z PiS. Zgodnie z tym zaleceniem Szczypiński ogłosił, że poprze kandydata lewicy, na którego zresztą już w pierwszej turze zagłosowała w Krakowie jedna trzecia wyborców PO. Burza wybuchła, kiedy lider PO Jan Rokita niemal równo na tydzień przed wyborami nagle zaapelował: głosujcie na Terleckiego, po czym pokazał się z nim w wyborczej reklamówce.
"To niemądre. W ten sposób Rokita zaszkodził partii" - zirytował się szef PO Donald Tusk, dla którego priorytetem była walka o Warszawę, gdzie Hanna Gronkiewicz-Waltz potrzebowała poparcia lewicowego elektoratu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|