Co znaczy prezydentura stolicy, pokazał Lech Kaczyński. Ratusz był dla niego trampoliną do najwyższej funkcji w państwie. Teraz rywale nie mieli takich ambicji, ale i tak oczy obserwatorów były skierowane na stolicę - pisze DZIENNIK.
I trzeba przyznać, że główni aktorzy - Hanna Gronkiewicz-Waltz z PO i Kazimierz Marcinkiewicz z PiS - nie zawiedli publiczności. Walczyli ostro, ale kulturalnie.
Oboje mieli świadomość, że światopoglądowo i politycznie niezbyt się różnią. Gronkiewicz-Waltz reprezentuje konserwatywne skrzydło Platformy, Marcinkiewicz - liberalną część PiS.
Musieli więc inaczej zaznaczać różnice. Popularny eks-premier miał bardzo dobry początek: 43 proc. poparcia warszawiaków w jednym z pierwszych sondaży, przy zaledwie 26 proc. dla
Gronkiewicz-Waltz.
Jednak niedługo potem trendy zaczęły się odwracać. Kampania Platformy nabrała rozmachu. Marcinkiewicz utkwił po uszy w sprawach warszawskich i nie był już tak widoczny w mediach, jak w czasie kierowania rządem. Szkodziły mu też awantury w wielkiej polityce, za które obwiniano głównie jego partię.
Mimo to warszawski komisarz wygrał I turę wyborów, zbierając 38 proc. głosów warszawiaków. Kandydatka PO dostała 34 proc. Oboje stanęli wobec konieczności kokietowania wyborców "tego trzeciego" - Marka Borowskiego (22 proc.) - co nie było łatwe. Nic dziwnego, że zaraz po pierwszej turze wyborów przekonywali warszawiaków, że w drugiej polityka nie będzie się liczyła. I równie szybko sami o tym zapomnieli.
Jednak niedługo potem trendy zaczęły się odwracać. Kampania Platformy nabrała rozmachu. Marcinkiewicz utkwił po uszy w sprawach warszawskich i nie był już tak widoczny w mediach, jak w czasie kierowania rządem. Szkodziły mu też awantury w wielkiej polityce, za które obwiniano głównie jego partię.
Mimo to warszawski komisarz wygrał I turę wyborów, zbierając 38 proc. głosów warszawiaków. Kandydatka PO dostała 34 proc. Oboje stanęli wobec konieczności kokietowania wyborców "tego trzeciego" - Marka Borowskiego (22 proc.) - co nie było łatwe. Nic dziwnego, że zaraz po pierwszej turze wyborów przekonywali warszawiaków, że w drugiej polityka nie będzie się liczyła. I równie szybko sami o tym zapomnieli.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|