Skandaliczna zabawa młodych neofaszystów odbyła się wieczorem, na obrzeżach miasta, na terenie ogródków działkowych Zakładów Koksowniczych "Jadwiga" w Zabrzu. 12 młodych ludzi przygotowało scenerię imprezy. Na płocie zawiesili dwie flagi: polską i faszystowską. W ziemię wbili pochodnie w kształcie swastyki. Rozpalili ognisko, urządzili grilla i rozpoczęli suto zakrapiany alkoholem ubaw. Nazistowskiej zabawie przyglądało się dziecko.

Ojciec dziecka, jeden z uczestników imprezy już nie powie, dlaczego uczestniczył w nazistowskim spędzie. Kilka miesięcy temu zginął w wypadku. Ale pozostaje jeszcze 11, którzy mogą za to odpowiedzieć przed sądem.

Dotrzeć do nich nie jest łatwo. Od momentu ujawnienia filmu relacjonującego przebieg "zabawy" na działce, starają się na Śląsku nie rzucać w oczy. Nie wychodzą z domu, unikają rozmów z sąsiadami. Niektórych, jak Leokadię Wiącek, byłą asystentkę eurodeputowanego LPR Macieja Giertycha i działaczkę Młodzieży Wszechpolskiej, rodzina pilnie strzeże w domu. Kiedy docieramy do kamienicy przy ul. Okrzei w Gliwicach, drzwi otwiera matka Leokadii Anna Mackiewicz. Pytamy o córkę, ale Mackiewicz zaprzecza, że ktokolwiek taki tu mieszka. Jest zdenerwowana, nie chce rozmawiać, szybko kryje się za drzwiami. Za to chętnie o Leokadii mówią sąsiedzi.

"Od kilku dni jej nie widujemy, ale to nas nie dziwi" - mówią. "Taki wstyd. Przecież wszyscy wiemy, co zrobiła. A jeszcze niedawno jej matka biegała po klatkach i ulotki wyborcze roznosiła".

Bo Leokadia ambicje miała. "Radną Gliwic chciała być, w wyborach startowała. A teraz proszę, widać, jakie z niej ziółko. Jeszcze tego by brakowało, żeby faszyści do władzy doszli"

Kolejnego z uczestników imprezy z 2004 r. odnajdujemy w centrum Gliwic. Pracuje w sklepie komputerowym. Nie cieszy go nasz widok. Ma na imię Łukasz. Łysy, kozia bródka, czarna koszula i spodnie, a na nogach glany. Wysoki, mocnej postury. Kiedy mówimy, że rozpoznaliśmy go na zdjęciach z neofaszystowskiej zabawy, zaprzecza, że to on. Trzęsą mu się ręce i drży głos, gdy zadajemy mu kolejne pytania.

"Tak, znam Leokadię Wiącek i jej męża Szymona" - odpowiada. "Tak, często razem uczestniczyliśmy w różnych spotkaniach, ale nie w tamtej, nie wtedy".

Reklama

"Jak pan może tak kłamać? - pytamy. "Przecież to ewidentnie pan pozuje do zdjęcia na tle palącej się swastyki".

"To pomyłka! Bzdury, nie jestem faszystą, nie mam z tym nic wspólnego" - zaprzecza nerwowo.

Kiedy wychodzimy ze sklepu, do środka wchodzi Piotr K. On również ubrany jest na czarno. Długie brązowe włosy, czarny skórzany płaszcz, t-shirt z nadrukiem lansującym zespół black metalowy, glany. Piotra K. i Łukasza obserwujemy z ukrycia. Rozmawiają krótko, nerwowo, po czym dzwonią do kogoś i wychodzą ze sklepu.

"My wiemy, że oni teraz kombinują między sobą, jakie wersje zdarzeń przyjąć, ale nic im to nie da" - powie nam później Alina Skoczyńska, zabrzańska prokurator zajmująca się sprawą.

Czwarty z uczestników skandalicznej imprezy Seweryn U. mieszka w centrum Gliwic, w dzielnicy zwanej przez miejscowych Zatorzem. To typowe miejskie blokowisko, z zabudową z lat 70.

Nie udaje nam się z nim spotkać. Choć pukamy do drzwi i słychać za nimi odgłosy, nikt nie otwiera. Być może dotrze do niego zabrzańska prokuratura. Ta przesłuchała już siedmiu uczestników wydarzeń sprzed dwóch lat.

"Musimy ustalić, czy wszystkie osoby, które brały udział w tej imprezie, od razu wiedziały, że idą na neofaszystowską >zabawę<, czy nie" - mówi Skoczyńska. "Nie sądzę jednak, żeby ktoś, kto nie akceptuje takiego zachowania, brał udział w czymś takim. Charakter dekoracji wskazuje, że było to wszystko wcześniej przygotowane i ci, którzy stawili się na miejsce, wiedzieli, jaki będzie motyw przewodni spotkania. Przecież przez przypadek nie można raptem kupić w markecie flagi nazistów".

Z informacji, jakie prokuraturze udało się dotychczas zebrać, wynika, że młodzi neofaszyści nie pochodzili z jednego kręgu towarzyskiego. Ilu z nich było wszechpolakami, tego prokurator jeszcze nie chce zdradzić. Jednak o zajściach na działce mówi dziś cały Śląsk.

"Jest tylko jedna metoda, żeby taki skandal więcej się w Polsce nie wydarzył" - mówią. "Rozgromić to całe LPR-owskie towarzystwo".