O sprawie napisał serwis internetowy tygodnika "Wprost". Według niego wicepremier Ludwik Dorn kazał sprawę wieśmaców - czyli hamburgerów podarowanych przez reportera RMF Romana Osicę - zbadać departamentowi prawnemu resortu.

Wszystko zaczęło się od opisanej przez DZIENNIK afery. W listopadzie 2006 r. Marek Surmacz kazał swoim podwładnym - policjantom na służbie - dostarczyć hamburgery swojej koleżance, wiceminister pracy Elżbiecie Rafalskiej. Patrol policjantów z komisariatu kolejowego - na jego polecenie - kupił podróżującej właśnie pociągiem urzędniczce dwa wieśmaki, sałatkę i napój - i przyniósł w czasie postoju we Wrocławiu. Rafalska poskarżyła się wcześniej Surmaczowi, że jest głodna.

Surmacz nie uważał, by wykorzystywanie policjantów jako chłopców na posyłki było czymś złym. "Jeszcze sto razy wysłałbym policjantów, aby dostarczyli kanapki głodnej pani minister" - mówił.

Ta sprawa zbulwersowała policjantów, bo zaledwie 24 godziny po historii z dostarczaniem hamburgerów we Wrocławiu inna para policjantów z komisariatu kolejowego - tym razem w Warszawie - odwoziła w nocy do Siedlec dyrektora Tomasza Serafina, szefa departamentu bezpieczeństwa publicznego MSWiA. Serafin bawił się na imprezie razem z innymi pracownikami ministerstwa. Odwożący go policjanci Justyna Zawadka i Tomasz Twardo w powrotnej drodze zginęli w wypadku samochodowym.

Dlatego reporter postanowił zakpić z Surmacza i jego szefa, Ludwika Dorna i na konferencji prasowej podarował im hamburgery.

Jak pisze wprost.pl, kolega Dorna - Jacek Maziarski, były dziennikarz - przygotował dwustronicową ekspertyzę o działaniach Osicy. Stwierdził w niej, że reporter złamał co najmniej trzy ustawy, w tym ustawę o nieuczciwej konkurencji i prawo prasowe. "Jeśli eksponował nazwę <wieśmac>, to widocznie zależało mu właśnie na tym, aby padła ona publicznie i została powielona w przekazach telewizyjnych i radiowych" - napisał Maziarski.

Zasugerował też, że dziennikarz nie działał sam, ale ze swoimi przełożonymi, a "może nawet z siecią hamburgerów". Zaproponował skierowanie sprawy do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Ludwik Dorn do sprawy podszedł poważnie i ekspertyzę Maziarskiego wysłał do departamentu prawnego MSWiA - czytamy na wprost.pl. Jednak po dymisji Dorna i po nominacji na jego miejsce Janusza Kaczmarka dokument trafił do kosza. "Nasi prawnicy nie zostawili suchej nitki na tej pseudoekspertyzie. Żadnych skarg przeciwko RMF FM nie będziemy kierowali" - poinformował "Wprost" Michał Rachoń, rzecznik MSWiA.