Graś powiedział dziennikarzom w Sejmie, że nie wie, jakie są przesłanki toku rozumowania Halickiego. "Traktuje to jako jeden z głosów w dyskusji, na temat tego, co dzieje się w Platformie Obywatelskiej. To głos zabawny, ale nie wydaje mi się, że istotny" - ocenił.

Rzecznik rządu przypomniał, że do najbliższych współpracowników Donalda Tuska - których skrytykował Halicki - należy też marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna i szef klubu PO Tomasz Tomczykiewicz - którzy są uważani za najbliższych przyjaciół politycznych Halickiego. "Nie wiem, czy któregoś z nich miał na myśli, mówiąc o lizusach. Na pewno nie mnie" - podkreślił.

Graś powiedział też, że Tusk nie planuje spotkania z Halickim i nie będzie żądał wyjaśnień od posła PO. "Mamy dużo ważniejsze sprawy" - wyjaśnił.

Rzecznik rządu zapewnił, że nie ma rozłamu w PO. "Obserwuję w ciągu ostatnich dni i tygodni bardzo dobrą, ścisłą współpracę w Platformie, nie widzę żadnych, nawet najmniejszych, oznak rozłamu" - zaznaczył.


Szef klubu PO Tomasz Tomczykiewicz powiedział PAP, że każdy w Platformie ma prawo do wyrażania swoich poglądów, ale - jak zastrzegł - byłoby dużo bardziej właściwe, aby dyskusja o funkcjonowaniu partii odbywała się nie na łamach mediów, a wewnątrz PO. "Możemy rozmawiać ze sobą, wytykać sobie błędy i wtedy ewentualnie się poprawiać" - podkreślił.

"To spowiedź polityczna Halickiego, rzadko spotykana w mediach, ale kategorycznie nie zgadzam się z tezami, które przedstawił Halicki" - podkreślił Tomczykiewicz.

Poseł PO Ireneusz Raś przyznał, że niektóre sformułowania Halickiego bardzo go zdziwiły. "To nie w jego charakterze wypowiadać takie sądy, to osoba która dość miękko artykułuje różnice, które w każdej formacji politycznej w naturalny sposób mogą się pojawiać" - zaznaczył.

Jego zdaniem, niektóre tezy Halickiego nawet nie dziwią, ale śmieszą. "Jego słowa są zupełnie wyrwane od rzeczywistości, nie wiem czemu ma to służyć, to niefortunne sformułowania, Halicki prędzej, czy później te osoby, które się mogły poczuć urażone, po prostu przeprosi" - powiedział Raś.

Z kolei według wiceszefa klubu PO Jarosława Gowina, wywiad Halickiego dobrze świadczy o partii. "To pokazuje, jaką partią jest Platforma, jeżeli jest w niej taki poziom swobody wypowiedzi" - zaznaczył w rozmowie z PAP. Jak dodał, nie robiłby wokół tego wywiadu żadnej sensacji. Podkreślił, że nie ma mowy o żadnej karze dla Halickiego, bo w Platformie jest wolność wypowiedzi.

"Halicki bardzo szczerze odpowiada na pytania dziennikarzy, pewnie z niektórymi sądami można się zgodzić, z niektórymi nie" - powiedział Gowin.


Zdaniem Halickiego, w partii dzieje się nie najlepiej. Według niego, "są źli ludzie w PO". "Tusk, jako przewodniczący partii, premier, dzisiaj nie ma dobrego otoczenia. Pozostał mu właściwie Paweł Graś. A poza nim są osoby, które nie są z PO i nie czują pewnych potrzeb. Sodówa to jest zawsze niebezpieczeństwo dla polityków. Niektórzy z nich bardzo szybko zdobyli pozycje i funkcje. Ale autorytet trzeba mieć w sobie, on nie może brać się z funkcji" - powiedział dziennikowi "Polska The Times" Halicki.

Poseł wytknął także Tuskowi, że lubi lizusów, gromadzi wokół siebie złych ludzi i że coraz bardziej lubi "salon" polityczny, a nie koordynowanie partią. "Mogę się zgodzić, że tak" - odpowiedział Halicki na pytanie, czy premierowi brakuje empatii wobec przyjaciół.

Jego zdaniem, w partii jest zbyt dużo lizusów. "Niestety. Jeżeli analityk, albo osoba, która ma zdiagnozować sytuację, nie jest w stanie opisać jej prawdziwie, bo najpierw musi wybadać, co jest oczekiwane od szefa, to nie jest to dobra diagnoza" - zaznaczył Halicki. Bycie szefem rządu - zdaniem Halickiego - podoba się Tuskowi, ale "jest już trochę zmęczony szefowaniem partii". I choć Halicki deklaruje, że "bardzo lubi i ceni" Tuska, to jednocześnie "nie lubi grać z Donaldem Tuskiem w piłkę, bo lubi grać w piłkę". "Lubię, żeby to była gra, która kończy się w dobrej atmosferze. A Donald Tusk zawsze musi strzelać bramki" - podsumowuje Halicki.