We wtorek po południu Andrzej Duda na konferencji prasowej zorganizowanej w Sejmie wygłosił krótkie oświadczenie. Jak podkreślił w 2009 r. – gdy doszło do ułaskawienia Adama S., skazanego za wyłudzenie 120 tysięcy złotych – nie znał jeszcze późniejszego wspólnika aferzysty i męża Marty Kaczyńskiej, Marcina Dubienieckiego. Poznał go dopiero po katastrofie smoleńskiej.

Reklama

Jak podkreślił Duda, szczegółów sprawy już nie pamięta. „Nie mam dostępu do dokumentów. Mogę jedynie przypuszczać, że dałbym pozytywną opinię. W tej chwili nie mogę wnieść nic nowego do sprawy” – podkreślił, nawiązując do poniedziałkowych doniesień mediów, że to Piotr Kownacki i Andrzej Duda zwracali się do Prokuratury Generalnej w sprawie ułaskawienia Adama S. Wniosek podpisał Kownacki.

Duda podkreślił za to, że prośba o ułaskawienie Adama S. spełniała kryteria, na które szczególną uwagę zwracał Lech Kaczyński: m.in. naprawienie szkody i dobrowolne poddanie się karze.

Sprawa ułaskawienia Adama S. była jedną z wielu, którymi zajmowałem się w Kancelarii Prezydenta. Dziś mogę bez wahania zaręczyć, że swoje obowiązki wykonywałem rzetelnie i uczciwie. Mam czyste sumienie i dlatego mam prawo nie pamiętać niektórych spraw” – dodał.