Kończy się kadencja Sejmu, a trzy z czterech powołanych komisji śledczych wciąż nie zakończyły działań. Nawet, jeśli im się to uda, z ich pracy niewiele wyniknie. Opłacając je wyrzucamy pieniądze w błoto.

Reklama

Komisje śledcze odbyły setki posiedzeń, podjęły dziesiątki uchwał i zapisały tysiące stron stenogramów z przesłuchań świadków. Jak szacuje „DGP”, kosztowało to podatników 2,3 mln zł.

Posłowie z tzw. komisji do spraw nacisków, która miała być sztandarową komisją tej kadencji do tropienia nacisków polityków na służby specjalne podczas rządów PiS, pracują ponad trzy lata. Zwołali w tym czasie 153 posiedzenia i podjęli aż 169 uchwał. Ale do finału prac i raportu końcowego wciąż daleko. – Skaczemy z kwiatka na kwiatek, żaden wątek nie został zakończony – mówi poseł Arkadiusz Mularczyk z PiS.

Prace tej komisji od początku kadencji kosztowały ok. 850 tys. zł. Na wynagrodzenia dla asystentów posłów wydano 429 tys. zł(asystent dostaje 2 tys. zł miesięcznie brutto), na opłacenie ekspertów tylko 286 tys. zł. Resztę – 130 tys. zł – pochłonęły dodatki dla przewodniczących komisji i ich zastępców. – To lipa na koszt podatników – kwituje Mularczyk.

Jakkolwiek oceniać by jej prace, jest i tak tańsza od najdroższej w tej kadencji komisji – do zbadania okoliczności śmierci Barbary Blidy. Pracuje ona najdłużej, bo trzy lata i dwa miesiące i do tej pory wydano na nią 940 tys. zł. Spotykała się jednak najrzadziej: na 83 posiedzeniach. W ubiegłym tygodniu przesłuchała dwóch ostatnich już ponoć świadków, w tym byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego.

Jej członkowie już kilka razy zapowiadali rychły koniec prac. Ostatni ogłoszony termin przypada na czwartą rocznicę śmierci byłej posłanki SLD, za półtora miesiąca. Ale i on nie jest pewny. – Jesteśmy w trakcie pisania raportu końcowego. Chcielibyśmy zdążyć do końca kwietnia, ale bardziej realny termin to czerwiec – przyznaje Danuta Pietraszewska z PO, posłanka komisji.



Najbliżej finału jest komisja pracująca najkrócej, bo od lutego 2009 r. Bada sprawę zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Kosztowała dotąd 523 tys. zł. Jej członkowie mają za sobą dwa lata pracy, w czasie których odbyli 131 posiedzeń i podjęli 12 uchwał. W przyszłym tygodniu, na zakończenie prac, komisja ma się spotkać z Danutą i Włodzimierzem Olewnikiem. – Raport końcowy, który będzie w pełni jawny, jest gotowy. Przyjmiemy go na początku kwietnia – mówi szef komisji Marek Biernacki z PO.

Następnie zapozna się z nim Sejm. Jeśli tak się stanie, komisja ds. Olewnika będzie drugą w tej kadencji po hazardowej, która przedstawi Sejmowi raport i tym samym zakończy prace. Zdaniem ekspertów komisja Biernackiego jest najbardziej profesjonalna i odpolityczniona ze wszystkich.

W pracy działających komisji więcej wydaje się na płace asystentów – w sumie ponad 1,1 mln zł, niż na ekspertyzy i doradców – 830 tys zł. Najwięcej na analizy przeznaczyła komisja ds. śmierci Barbary Blidy – 344 tys. podczas gdy komisja ds. śmierci Olewnika 197 tys. zł.

Efekty ich prac nie zależą jednak w prosty sposób od nakładów. Nawet niektórzy z posłów zasiadający w tych komisjach nieoficjalnie przyznają, że w mijającej kadencji Sejmu nie sprostali wyzwaniom, jakie przed nimi stały. Współtwórca ustawy z 1999 r. o sejmowej komisji śledczej Stanisław Iwanicki ubolewa: – Naszym założeniem było ujawnianie patologii i nieprawidłowości. Dziś to quasi-praca śledcza, z której nic nie wynika: ani wnioski legislacyjne, ani pociąganie do odpowiedzialności konstytucyjnej. I podsumowuje: szkoda pieniędzy na takie komisje.



Co wyjaśniły komisje

● Pierwszą komisją śledczą po 1989 r. była komisja do zbadania afery Rywina, pracowała w latach 2003 – 2004. Zajmowała się nieprawidłowościami przy pracach nad ustawą o radiofonii i telewizji. Uznawana za jedyną komisję śledczą, której prace przyniosły efekty.

● Kolejna była komisja orlenowska. Badała okoliczności odwołania i zatrzymania przez UOP byłego prezesa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego. Jej prace ujawniły nieprawidłowości, ale ustalenia utonęły w walce politycznej. Rozgłosu nadawała jej zwłaszcza sprawa asystenta przewodniczącego Józefa Gruszki z PSL, któremu zarzucono współpracę z rosyjskim wywiadem.

Reklama

● Trzecią komisją śledczą była komisja do sprawy prywatyzacji PZU. Pracowała 8 miesięcy, bez szczególnego rozgłosu.

● Zupełną porażką okazała się bankowa komisja śledcza (miała zbadać prawidłowość przekształceń kapitałowych i własnościowych w sektorze bankowym) pracująca w poprzedniej kadencji Sejmu. Jej wyniki zakwestionował Trybunał Konstytucyjny.

● W obecnej kadencji jako jedyna z czterech komisji śledczych prace skończyła komisja hazardowa. Jednak jej raport końcowy wzbudził wiele kontrowersji, a same prace komisji zdominowały polityczne przepychanki.